Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Harry Styles. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Harry Styles. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 14 lipca 2015

07. As long as we’re together, doesn't matter where we go home

Boże narodzenie nigdy nie należało do ulubionych świąt Filii Luny. Oczywiście, od dziecka uwielbiała dostawać prezenty i stroić choinkę... Jednak nic poza tym. Nienawidziła potraw, które stały na stole, nienawidziła zgiełku który panował przez tych kilka dni w domu. Kłótni, głupich żartów, niedokończonych zdań. Po co to wszystko? Czy tego dnia nie chodziło o uczczenie narodzin jakiegoś bachora żyjącego dwa tysiące lat wcześniej?
A jednak, ten rok miał być gorszy od innych, a to tylko dlatego, że wszyscy, którzy mieli czas przyjechać, mieli zamieszkać w jej mieszkaniu. Z jednej strony cieszyła się, że większość cioci i dziadków mieszka za daleko, by dotrzeć na urządzane w ostatniej chwili święta. Jednak i bez tego miało być niezręcznie i wprost kipieć ogólnym rozdrażnieniem.
Jedynym plusem urządzania całej tej szopki był fakt, że to ona gotowała, więc wszystko będzie w pełni pozbawione mięsa. Choć raz. Minusem sytuacji był fakt, że spędzi cały dzień w kuchni. Marzyła, by było już po wszystkim. Chciała obudzić się już na niewygodnym materacu, ubrać się, i spotkać z Harrym. Uwolnić od chaosu, który miał zapanować w jej malutkim mieszkaniu.
O ósmej wieczorem, wszystko było nareszcie gotowe. Stół nakryty, Filia jak i jej matka ubrane w eleganckie stroje, mieszkanie udekorowane. Zostało tylko zostawienie świeżej pościeli w sypialni, i rozstawienie jej nowego "łóżka" na podłodze w kuchni. Jak co roku, wszystko musiało być gotowe przed podaniem kolacji, gdyż posiłki w wykonaniu rodziny Green kończyły się albo bardzo późno, albo goście byli zbyt pijani by przejmować się takimi drobiazgami jak miejsce do spania. A najczęściej, jedno i drugie.
"Wino" oprzytomniała dziewczyna, wyjmując z szafy nowy komplet nakryć na poduszki. "Nie mamy żadnego wina".
Wzięła całe naręcze pościeli, dla siebie, ojca i pani Styles oraz matki, i ruszyła do swojej sypialni, kiedy rozległ się dźwięk domofonu. Luna tylko zerknęła na matkę, rozciągniętą na kanapie, czytającą jakiś magazyn. Westchnęła głośno, z irytacją i rzuciła trzymaną pościel tak jak stała, na podłogę.
-Nie przeszkadzaj sobie. Ja otworzę. - rzuciła sarkastycznie w stronę matki, ale ta nawet nie zwróciła na nią uwagi. 
Za drzwiami stał ojciec, jak zwykle ubrany w elegancki garnitur. W jednej ręce trzymał ogromną torbę z rzeczami swoimi i swojej narzeczonej, a w drugiej butelkę czerwonego wina, na widok której Filia westchnęła z ulgą. Tata dziewczyny uśmiechnął się pogodnie.
-Spokojnie. Mamy tego więcej. - zapewnił i wszedł do mieszkania. 
-A gdzie... - zaczęła dziewczyna, lecz nie bardzo wiedziała, jak nazwać nową partnerkę ojca. Panią Styles czy po prostu Teressą? Mężczyzna jednak ubiegł jej myśli i przerwał dziewczynie nim zdążyła się namyślić.
-Rozmawia przez telefon. Zaraz powinna być. Musi... Ma resztę butelek...
Filia Luna uśmiechnęła się z niewinnego żartu. Doskonale zdawała sobie sprawę, że chyba po raz pierwszy od dawna, alkohol będzie jej bardzo potrzebny. Nie wierzyła, by mogła na trzeźwo poradzić sobie z dziwacznymi, dwuznacznymi anegdotami matki, udawaniem ojca, że wszystko jest w porządku, ciągłym zdenerwowaniem pani Styles...Po prostu nie potrafiła. Na samą myśl, bolała ją głowa. "Prosimy zająć miejsca, przedstawienie czas zacząć" pomyślała, widząc jak oboje jej rodziców mierzy się wzrokiem.

Po godzinie niezręcznych rozmów i gniewnych spojrzeń, czwórka z obecnych na kolacji w końcu miała usiąść do stołu. Filia wprost nie mogła się doczekać, kiedy będzie już po wszystkim. Nie miała nawet najmniejszej ochoty tam być. Wolałaby być wszędzie indziej, byle nie przy własnym stole, we własnym mieszkaniu, z własną rodziną. 
Rozległ się dźwięk dzwonka do drzwi. Luna nie spodziewała się już nikogo więcej, więc niepewnie niepewnie i już z lekkim rozdrażnieniem podeszła do drzwi i zamaszystym ruchem je otworzyła. Przed nią stał Harry, ubrany w białą koszulę z lekkim, kwiatowym wzorem przy szwach w okolicach kołnierzyka i bladoniebieskich dżinsach. Włosy związał na karku w kucyk, choć kilka loków zdążyło się już uwolnić i opaść na twarz chłopaka. W jednej ręce trzymał bukiet kwiatów, a w drugiej naręcze idealnie zapakowanych prezentów. 
Dziewczyna poczuła rosnącą w niej irytację kiedy zrozumiała, że brunet już od dłuższego czasu musiał szykować się na tę kolację, co znaczyło, że o niej wiedział. Wiedział i nawet nie spytał, jak ona się z tym czuje. Wiedział, został zaproszony, a jej nawet nikt nie powiedział!
-Chyba sobie żartujesz - rzuciła rozzłoszczona i bez słowa wyjaśnienia ruszyła w głąb mieszkania zostawiając skołowanego Harrego na progu drzwi. Nie chciała być nieuprzejma, a jednak złościło ją, że wszyscy poza nią wiedzieli o szykującej się imprezie. Matka, która przez większość roku nie daje znaku życia, Harry, który oficjalnie nawet nie należny do rodziny, ojciec, który to wszystko zaplanował.
-Mam się spodziewać kogoś jeszcze, czy chcecie mi zrobić niespodziankę w postaci całej orkiestry zaproszonej na posiłek? - warknęła Luna kiedy tylko mijała swojego tatę w drodze do kuchni.
Wszyscy obecni w mieszkaniu spojrzeli na nią, każdy z innym wyrazem twarzy. Ze zmieszaniem, zaskoczeniem, dezorientacją, obojętnością. 
-Mówiłam ci, że to zły pomysł - szepnęła pani Styles do swojego narzeczonego, ale on tylko pokręcił głową i znów spojrzał na swoją córkę.
-To przecież nic takiego. Święta jak co roku.
-Nie. Nie masz prawa mówić, że to nic takiego, bo to nie ty spędzisz tę noc skulony w fotelu. To nie ty musiałeś to wszystko zorganizować. To moje mieszkanie i to miały być moje święta! A ty wszystko popsułeś nawet nie pytając mnie o zdanie.
Matka Filii wyglądała na lekko rozbawioną, ale wszyscy poza nią unikali jej spojrzenia. Nawet ojciec. Nie chciała na niego tak krzyczeć. Zawsze był dla niej wyrozumiały, spokojny i opanowany. Nie chciała sprawiać mu przykrości. Ale miała już dosyć. 
Odwróciła się na pięcie i ruszyła do kuchni. Chociaż tam mogła pobyć przez chwilę sama.
Spokój nie był jednak jej dany gdyż już po chwili przez drzwi wszedł Harry. Nie odzywał się. Stanął tylko obok dziewczyny, nalał sobie i jej wina i tyle. Stali w ciszy, on - wpatrując się w nią, ona - oparta o kuchenny blat, wpatrzona we własne dłonie, próbując się uspokoić. W jakiś sposób jego obecność pomagała. Cieszyła się, że jest i że nie robi jej żadnych wyrzutów z powodu wcześniejszego wybuchu.
-Przepraszam - odezwała się w końcu, ale jej głos okazał się tak cichy, że nie była pewna, czy chłopak ją usłyszał.
-Nie sądziłem, że święta mogą być tak pełne wrażeń. A to dopiero początek wieczoru. - zaśmiał się co sprawiło, że i Luna się uśmiechnęła. 
-Nie o to chodzi. Nie tak miał wyglądać ten dzień.
Przez chwilę panowała cisza w czasie której oboje opróżnili swoje kieliszki, a Harry napełnił je znów słodkawym, czerwonym winem.
-Znów próbujesz mnie upić - stwierdziła Filia ze śmiechem. Wspomnienie imprezy na którą ją zabrał i jak kłócił się z Anastasią o to, czy może napić się piwa, sprawiła, że przez chwilę zapomniała, o całej złości.
-Tak...- zamyślił się Harry - Chyba nie jestem najlepszym, starszym bratem.
Oboje parsknęli śmiechem. Mimo wszystko, Filia Luna cieszyła się, że Harry przyszedł. Że nie obraził się za jej dziecinne zachowanie. "Ciekawe, czy Zayn powiedział mu, że u nich byłam?"
-W sumie, przyszedłem tylko się przywitać, życzyć Wesołych Świąt, może coś zjeść... W domu czeka na mnie obiad.
Mimo woli dziewczyna wyobraziła sobie wysokiego mulata, całego w czerni, stojącego przy blacie w kuchni. Krojącego warzywa na skromną, świąteczną kolację i podrygującego do muzyki puszczonej w tle. Może nawet nucącego co lepsze kawałki. Poczuła, jak na jej policzki wpływa rumieniec. Dlaczego w ogóle o tym myślała? Zayn wciąż traktował ją chłodno i nie okazywał nawet minimalnego zainteresowania jej osobą, dlaczego więc wciąż i wciąż w głowie słyszała piosenkę, którą razem śpiewali dzień wcześniej w kuchni jego mieszkania?
-Nie idź - poprosiła, chwytając bruneta za ramię. Była lekko zaskoczona wyczuwając twarde mięśnie pod rękawem luźnej koszuli. - Proszę.

Po długiej kolacji z rodziną i, jak na gust Luny, zdecydowanie za krótkiej nocy, w końcu wstało słońce. Dziewczyna była niewyspana, i trochę bolał ją kark od spania na fotelu w salonie, jednak cieszyła się że w końcu nastał ten ranek. Nie chodziło o to, że spodziewała się dostać od ojca kolejny wymarzony prezent, ale że mogła taki dać Harremu.
Z uśmiechem na ustach wykonała wszystkie poranne czynności i ruszyła w stronę kuchni. Chciała zrobić dla wszystkich całą górę naleśników. "Poranny prysznic zawsze dobrze mi robi" myślała wiążąc wciąż mokre włosy. Na samym środku kuchni, w małej przestrzeni między kuchenką i otaczającymi ją szafkami, a blatem niewielkiej wyspy, leżał rozłożony materac, na którym miała spać w nocy. Pod kwiecistą pościelą leżał Harry w tak nienaturalnej pozycji, że Filia nie potrafiła ukryć uśmiechu. Nie zastanawiając się długo, szturchnęła chłopaka nogą, na co ten tylko mruknął z niezadowoleniem. "Wypił dwa razy więcej ode mnie" uświadomiła sobie dziewczyna przywołując wspomnienia z minionego wieczora.
-Wstawaj Harry - powiedziała próbując przejść obok niego, by dostać się do szafki z garnkami - Chcę zrobić śniadanie.
W odpowiedzi usłyszała tylko ciche mruknięcie.
-Mówię serio. Jestem głodna, a ty mi przeszkadzasz.
-Zabiorę cię później na śniadanie, tylko daj mi spać.
Filia Luna westchnęła głośno przewracając oczami. Na prawdę chciała zjeść te naleśniki. Kolejnym argumentem, by wywalić Stylesa z łóżka był fakt, że sama nie miała co robić. W całym mieszkaniu nie było miejsca, w którym mogłaby wygodnie usiąść i poczytać, więc chciała zrobić coś bardziej pożytecznego. A przyszły przyrodni brat jej w tym przeszkadzał.
-Jestem głodna teraz. - Wiedziała, że jej argumenty brzmią jak u pięcioletniego dziecka, ale miała to gdzieś. Chciała z kimś porozmawiać, coś porobić...cokolwiek. - A co z prezentami? Im też każesz czekać?
Harry westchnął głośno, a ona już wiedziała, ze wygrała tę małą bitwę. "Byłabym świetną młodszą siostrą" pomyślała z satysfakcją. Wyobraziła sobie, jak jako pięcioletnia dziewczynka przeszkadza swojemu starszemu bratu bawić się z kolegami, jako dziesięciolatka przeszkadza bratu-nastolatkowi uczyć się albo mówi o nim głupie rzeczy kiedy próbuje poderwać jakąś dziewczynę. Zaczynała żałować, że wszystkie takie chwile już nigdy nie miały się wydarzyć, jednak wciąż mogła być jego młodszą siostra, nie ważne, jak dorosłą.
-Jesteś niemożliwa - stwierdził Harry, a już w następnej chwili podnosił się z miękkiego materacu, próbując poskromić burzę niesfornych loków. Powlókł się do łazienki, a dziewczyna mogła w końcu zająć się przygotowywaniem śniadania. Po dwóch kwadransach chłopak wreszcie wszedł do kuchni z nową dawką energii. Uśmiechnął się do Luny i ukradł  z talerza wciąż parującego  naleśnika.
-To co z tymi prezentami? - zapytał.
Filia westchnęła przewracając oczami. Czasami Harry potrafił zachowywać się jak małe dziecko... Jednak ostatecznie i tak w końcu przeistaczał się w nadopiekuńczego starszego braciszka za którego się uważał.
-Obudzimy wszystkich, podam śniadanie... I wtedy zabierzemy się za prezenty - odpowiedziała, obracając kolejnego naleśnika na patelni. Kątem oka spojrzała na zegar wiszący na jednej ze ścian. Miała ogromną nadzieję, że nie pośpieszyła się z tym śniadaniem...
- Dobra - orzekł Harry przeciągając się - To ty zrób śniadanie, obódź wszystkich, a ja jade do mojego mieszkania po prezenty.
-Wychodzisz? - Luna była kompletnie zdezorientowana. Nie przewidziała, że Harry będzie musiał wracać do swojego mieszkania... W sumie, nie przewidziała nawet, że będzie w jej mieszkaniu... Ale to psuło cały jej plan. "A co, jeśli się spóźni?" myślała. "Wszystko zepsuje!"



Harry wrócił na czas. A nawet zdążył wrócić zanim Luna zaciągnęła wszystkich do dużego pokoju na śniadanie. Jedli w kółku, przy małym stoliku do kawy. Ojciec Luny i pani Styles siedzieli na kanapie, Alice na fotelu na którym w nocy spała Filia, a Harry i jego przyszła siostrzyczka na podłodze. Kiedy skończyli jeść, przyszła pora na rozdanie prezentów.
-Nie wytrzymam dłużej, chcę dać ci już mój prezent - powiedział Harry już wstając i ruszając na korytarz po torby które ze sobą przywiózł. Bardzo ostrożnie podał Lunie największy z nich - niebieski ze złotą wstążką. - Mam nadzieję że wybaczysz mi, że pakowałem go dopiero dziś rano - dodał, nim dziewczyna zdążyła przyjrzeć się bliżej pudełku.
Zerknęła na chłopaka i uśmiechnęła się. Była trochę przerażona samą wielkością prezenty. "Co może być w środku?"
Bardzo ostrożnie położyła pudło na ziemi obok siebie, jakby choćby on najmniejszego ruchu mogło się rozpaść. Odwinęła wstążkę i zdarła papier. Wstrzymała oddech otwierając zwykłe, szare pudełko. Ze środka spoglądała na nią para wielkich, błękitnych oczu. Mała futrzana kulka podeszła do ścianki kartonu wydając z siebie ciche: Miau! które było bardziej jak piśnięcie niż faktyczne miauczenie.
Dziewczyna uśmiechnęła się i wzięła kociaka na ręce od razu przyciskając go do swojej piersi. Czuła na sobie uważny wzrok Harrego.
-Jest cudowny - powiedziała nie odrywając wzroku od nowego członka ich pokręconej rodziny.
-Trzeba nadać mu imię. Przyznaje, że niechętnie ci go oddaje. Zakumplowaliśmy się z małym, prawda? - powiedział z uśmiechem i pogłaskał kotka po głowie.
-Jak cię nazwać, co?
-Ja nazywałem go prezent... ale to chyba nie jest dobre imię.
Luna zaśmiała się głośno.
-Nie no, jest cudowne - odparła mając nadzieję, że chłopak załapie sarkazm. - A może... - zamyśliła się. Chciała, by ten kociak w jakiś sposób przypominał jej o tych świętach i o Harrym. - Ed. Ed będzie super.
-Beznadziejne imię - stwierdził nagle jej ojciec. Luna miała to gdzieś, to jej kot i chciała nazwać go Ed. Dokładnie tak, jak miał na drugie imię Harry.


W końcu wszystkie prezenty zostały rozdane. Prawie wszystkie. Luna wciąż zerkała na zegarek i przeciągała wszystko jak tylko się dało. W końcu w jej sypialni zadzwonił telefon. Pobiegła do niego jak oparzona. Gdy wróciła do salonu, zachowała jednak kamienną twarz. "Mam nadzieję, że lekcje aktorstwa się opłacą".
-Okej. Czas, żebym to ja dała prezent Harremu. - oznajmiła z uśmiechem. Podeszła do chłopaka i pociągnęła za rękę w górę, każąc mu wstać. - No więc nie miałam pojęcia co ci kupić. Wciąż... bardzo mało o tobie wiem... ale mam nadzieję, że to ci się spodoba... - wyjaśniła ciągnąc go w stronę drzwi wyjściowych. Po raz ostatni zerknęła na zdezorientowaną minę brata i odsunęła się trochę na bok. - Otwórz - nakazała wskazując na drzwi.
Posłusznie wykonał jej polecenie. Gdy tylko drzwi lekko się uchyliły, do środka z wrzaskiem wpadli Nial, Louis, Liam i Zayn.
-Niespodzianka! - krzyczeli wszyscy na raz.
Luna uważnie przyglądała się twarzy Harrego. Najpierw zaskoczonej a potem bardzo szczęśliwej. Zastanawiała się, czy ta piątka, kiedykolwiek była razem w czasie świąt?
Kiedy przyjaciele uściskali się robiąc przy tym niewyobrażalny hałas, zaczęli witać się również z nią i ich rodzicami. Harry również podszedł do niej i uściskał ją z wdzięcznością.
- Ale jak...?
Nim Dziewczyna zdołała cokolwiek odpowiedzieć, obok niej stanął Zayn obejmując ją ramieniem. Była tym tak zaskoczona, że nie potrafiła oderwać od Malika wzroku.
-Trochę jej pomogłem... Ale pomysł był jej.
Harry uśmiechnął się i dołączył do reszty zebranych w dużym pokoju.
-Dzięki za pomoc - powiedziała niepewnie Luna. Ręka Zayna wciąż ją obejmowała i dziewczyna czuła, że jej policzki z każdą chwilą są coraz bardziej czerwone. Nie przywykła do tak otwartego zachowania chłopaka.
-Nie ma za co - powiedział - Jesteś siostrą Harrego...- patrzył jej prosto w oczy. Czuła siłę jego spojrzenia a jednak, gdzieś w ciemności jego oczu widziała smutek. Smutek tak niewyobrażalny, że jej samej zachiało się nagle płakać - To chyba znaczy, że powinniśmy się zaprzyjaźnić. "Dlaczego mam wrażenie, że z tej przyjaźni nie wyniknie nic dobrego?" pomyślała, jednak posłusznie skinęła głową na znak zgody.

wtorek, 31 marca 2015

05. Here we are, don't turn away now

 - 21 grudnia - piątek - 9.40 am. - 

Dawno, dawno temu, żył sobie chłopiec, który niszczył wszystko, co spotkał na swojej drodze. I mówiąc wszystko, mam na myśli wszystko. Zaczynając od przedstawień szkolnych, w których brał udział, kończąc na największych marzeniach jego życia. 
I teraz zrobiłem to znów.
Poznałem świetną dziewczynę. Zabawna, ładna, skromna. I jak ostatni debil, musiałem to wszystko spieprzyć. Co z tego, że chciałem ją chronić? Co z tego, że moje "kłamstwo", jak to pięknie nazwała, miało być tylko próbą nie zwrócenia jej uwagi na bardzo niebezpieczną dyskusję. Co z tego? 
Po raz kolejny tego poranka, schowałem twarz w dłoniach, próbując nieco się uspokoić. Moja urocza siostrzyczka nie odzywała się od...ilu? Od tygodnia? Zamartwiałem się, jakbym już wiedział, że stało się coś złego, a to przecież tylko kilka dni. Mogła nie mieć czasu przyjść, w końcu wciąż się uczyła. Byłoby mi o wiele łatwiej, gdyby chociaż miała komórkę. Ale nie. Ona, niepoprawna hipsterka i cholerny, wolny duch posiadała tylko telefon domowy. Kto w tych czasach ma telefon domowy? Kto nie posiada komórki?
Zerknąłem na kalendarz, a następnie na zegar wiszący w kuchni. Dziś wieczorem, wszyscy mieli wyjechać do swoich rodzin na święta. No... prawie wszyscy. Ja zostawałem, bo moja rodzina mieszkała na miejscu, i Zayn... bo jego sytuacja była trudniejsza, niż reszty z nas.
Kiedyś, nie przeszkadzało mi spędzanie dużej ilości czasu sam na sam z przyjacielem. Nie był on może tak bezpośredni jak Louis, ale nie był nudziarzem. Zawsze znaleźliśmy sposób na rozerwanie się. A teraz? Zmienił się. Wciąż był z nami, ale nie w taki sam sposób. Nie potrafił już cieszyć się z życia... Z resztą kto by go winił? Tak na prawdę, podziwiam go za to, że został. Mimo wszystko, przyjaźń i lojalność, okazały się dla niego najważniejsze. Mimo, że ja znów wszystko spieprzyłem. I tym razem nie było to tylko szkolne przedstawienie, czy plakat na zbiórkę pieniędzy... Zrównałem z ziemią marzenia nas wszystkich, a oni jednak zostali. Nie zostawili mnie samego z tym całym szajsem.
Powoli wstałem z kuchennego blatu. Kolejna rzecz, za którą podziwiam przyjaciół. Mogli już dawno opieprzyć mnie za siadanie na stołach czy blatach, zamiast jak normalny człowiek na krzesłach czy fotelach, ale nie. Wzruszyli ramionami i przyzwyczaili się. Ruszyłem w stronę naszego salonu, gdzie wszyscy już byli. Każdy zajęty sobą, ale byli razem. 
Przeczesałem włosy palcami, zbierając myśli. "No dawaj Hazz, ćwiczyłeś tę rozmowę całą noc." Może właśnie dlatego, czułem się jak piłka, z której ktoś spuścił powietrze? Za dużo zamartwiania się. Tylko jak się nie denerwować, kiedy komuś bliskiemu może grozić coś znacznie gorszego niż moje kłamstewko? Z drugiej strony to całkiem zabawne, jak szybko ktoś zupełnie obcy staje się "kimś bliskim". Filię znam przecież od najwyżej miesiąca... A stała się równie potrzebna, jak moja matka, czy Lou, Liam, Niall i Zayn. Miałem ogromną nadzieję, że ona też nie traktuje mnie tylko jak nowego znajomego... Choć musiałem przyznać, że jest ostrożna w kontaktach z innymi.
Usiadłem na jednym z foteli i uważnie spojrzałem na każdego z moich przyjaciół. Oni również dostrzegli zmianę w moim zachowaniu, więc jak tylko zebrałem się, by coś powiedzieć i w końcu na nowo zacząć dyskusję, wszyscy spojrzeli na mnie.
-Chyba musimy pogadać. Nie możemy ignorować tego, co może się stać.
Zapadła długa cisza. Po chwili kontynuowałem, bo najwyraźniej nikt nie chciał się odezwać.
-Luna jest moją siostrą. Nigdy nie wybaczyłbym sobie, gdyby coś jej się stało. A to możliwe.
-Nie mamy pewności... - zaczął Liam, ale Louis zaraz wpadł mu w słowo.
-Byli w klubie, kiedy my tam byliśmy. Widzieli ją z nami. Widzieli, jak z nami wychodzi. Potrzebujesz jeszcze jakiegoś powodu?
Tomlinson chyba najbardziej się tym wszystkim przejmował. Może lepiej niż inni rozumiał konsekwencje? Tamtej nocy, podczas jego imprezy urodzinowej, spędził z Filią najwięcej czasu z nas wszystkich. To on pierwszy wyciągnął ją na parkiet. To on został z nią i uspokoił, kiedy podsłuchała kawałek naszej rozmowy. To w niego wtulona spała, kiedy rano wstaliśmy wszyscy na śniadanie. Bardzo chciałem wierzyć, że dla niego również stała się młodszą siostrzyczką. W końcu dziewięć lat różnicy, to nie byle co... Ale Lou ma już dużo sióstr...
-Nie potrzebujemy kolejnej tragedii - przyznał Niall kiwając w zamyśleniu głową. Mój wzrok od razu skierował się na Malika. To my byliśmy najbardziej zaangażowani w sytuację. Oboje ucierpieliśmy najbardziej w tej bezsensownej bitwie. Czy takie przeżycia nie powinny zbliżać do siebie ludzi? Bo ja czuję się, jakby to tylko oddaliło ode mnie Zayna. Oboje przeżywaliśmy stratę na różny sposób i w różnym czasie. On wciąż tkwił na etapie opłakiwania zmarłych. Czy raczej topienia ich w alkoholu.
-Musimy coś zrobić. Jakoś zareagować - nalegał Lou - Powiedzmy jej.
No i znowu to. Myślałem o tym bez przerwy. Czy powiedzieć Fil o naszych problemach? I jak one mogą wpłynąć na nią? Czy powiedzieć jej o Ojcu? To by mogło skończyć się jeszcze gorzej... Mogłaby nam nie uwierzyć... Albo, co chyba nawet gorsze, uwierzyć i uciec. Z doświadczenia wiem, że to by się nie udało, ale jak mielibyśmy ją przekonać?
-Nie rozumiesz, że prawda może okazać się dla niej jeszcze gorsza? - Po raz pierwszy tego ranka usłyszałem głos Zayna. Tak jak ja, nie był zadowolony z propozycji Tomlinsona, bo tak jak ja znał jej konsekwencje. Tylko czemu był aż tak zły? Do tej pory nie wykazał żadnego zainteresowania moją siostrą. Choć prosiłem go, by zamienił z nią choćby wa zdania, by nie poczuła się odtrącona. Zawsze wzruszał tylko ramionami i zamykał się w swoim pokoju. Cóż... Mogłem tylko być szczęśliwy, że nie jest obojętny na jej los.
-Więc co proponujesz? - Louis też stracił już humor i najwyraźniej resztki cierpliwości.
-Musimy mieć ją na oku. Nie pozwolić, by ludzie Ojca się do niej zbliżyli. - Liam chyba jako jedyny myślał wciąż spokojnie i racjonalnie. Nawet Niall zaczął niespokojnie tupać nogą chcąc dorzucić swoje trzy grosze do formującej się awantury.
-To brzmi jak plan. Prawie.
W końcu atmosfera w pokoju się uspokoiła i mogliśmy już spokojniej rozmawiać o nowym planie działania. Jasne, obserwowanie dziewczyny nie brzmi zbyt skomplikowanie. Ale zrobić to, nie wzbudzając niczyich podejrzeń? Nawet jej samej? To już trochę trudniejsze.
Wciąż nie mogłem uwierzyć w to, jak zawzięcie Louis reagował na każdą wzmiankę o mojej siostrze. Był albo bardzo dobrym przyjacielem... albo bardzo głupim. Niestety, znałem go już kilka lat... Wiedziałem, że akurat po nim, mogę spodziewać się wszystkiego. Wskoczenie na grzbiet konia z rozbiegu? Czemu nie! Wypełnić poduszę Zayna bitą śmietaną? Jasne! Wykrzyczeć Niallowi wyznanie miłosne na środku skrzyżowania? Bez nawet najdrobniejszego zawahania.
Miałem już zacząć zbierać się do pracy, kiedy przystanąłem i patrząc prosto w oczy Lou zacząłem mój wywód.
-Mam nadzieję, że nie muszę wam mówić, że Luna, jako moja siostra, jest nietykalna?
Louis zauważył moje spojrzenie i miałem wrażenie, że minimalnie się pod niem skurczył. Jakbym przyłapał go na gorącym uczynku, a on mimo wszystko chciał udawać, że nie ma pojęcia, o co mi chodzi.
Zayn, wciąż siedząc na swoim fotelu prychnął głośno, jakbym powiedział coś niemożliwie absurdalnego. "Jak śmiesz w ogóle o czymś takim myśleć?" zdawał się mówić. Niall się zaśmiał.
-Przecież... To prawie dziecko.
-Prawie. Ma dwadzieścia lat. Nie to, że wam nie ufam... Ale chyba nie muszę mówić z jak wielu powodów, to nie może się udać.
Nie chciałem zabrzmieć jak starszy, naburmuszony brat, broniący swojej idealnej, młodszej siostrzyczki... Ale chyba właśnie kimś takim się stałem. Obiecałem, że przy mnie nikt jej nie skrzywdzi. Nawet któryś z moich przyjaciół.


 - 22 grudnia - sobota - 1.28 pm. -

Odkąd Niall, Liam i Louis wyjechali do swoich rodzin na świąta, w naszym ogromnym mieszkaniu zrobiło się strasznie cicho. Nie potrafiłem usiedzieć tam dłużej, niż to było konieczne. I właśnie dlatego, od ósmej rano błądziłem po centrach handlowych i najróżniejszych ulicach w całym mieście, szukając prezentu świątecznego dla Luny. 
Chciałem, żeby dzięki niemu przestała się na mnie obrażać. "Jak z małym dzieckiem... Niall chyba miał trochę racji." I bez tego ciężko byłoby znaleźć dla niej... cokolwiek. Sprawiała wrażenie dziewczyny, która ma wszystko. "Poza komórką." Jak dać takiej cokolwiek? Nawet nie wiedziałem, co ją interesuje. Poza teatrem. I śpiewem. Chyba byłem najgorszym bratem na świecie...
Niechętnie wyciągnąłem z kieszeni swój telefon i wystukałem numer Louisa. Po kilku sygnałach odebrał.
-Dodzwoniłeś się na komórkę Louisa, niestety, nie może teraz podejść do telefonu bo zajęty jest ostrym seksem z nieznajomą - oznajmił swoim "dziewczęcym głosem" który brzmiał bardziej jak skrzeczenie rozjeżdżanej kury, ale i tak uśmiechnąłem się na dzwięk jego słów.
-No cóż. Powiedz sobie, że to ważne, i że przyda ci się przerwa.
-Co jest? 
-Wiem, że pewnie jesteś zajęty swoimi sprawami. W końcu dziś masz w domu sporo ludzi... Ale potrzebuję twojej pomocy.
-Chętnie zrobię sobie przerwę od rozmowy z mężem Charlotte, o jego wciąż powstającej firmie.
Louis nigdy nie był fanem rozmów o interesach. Gdyby mógł, nie robiłby tego wcale. Nie dziwiłem mu się. Sam za tym nie przepadałem. Jednak Louis, jako najstarszy z licznego rodzeństwa, nigdy nie miał uwolnić się od tego niemiłego obowiązku. Zawsze było coś, o co musiał zadbać. Nawet jeśli była to tylko niewielka pożyczka, nienawidził uzgadniania przebiegu całego zdarzenia. Dla niego, oczywistym było, że podzieli się tym, co ma, a druga strona odda, kiedy tylko będzie mogła. Ja sam nie lubiłem rozmów o pieniądzach, ale wolałem mieć wszystko jasne powiedziane. Co, gdzie, kiedy i na co. Nie potrafiłem aż tak zaufać ludziom. 
-Od sześciu jebanych godzin szukam idealnego prezentu dla Fili. Pomożesz? Masz siostry. Na pewno wiesz, co mógłbym kupić swojej.
W mojej słuchawce rozległ się śmiech Tomlinsona.
-Moja rodzina w niczym nie przypomina Fil. Poza tym, hej! To twoja siostra. Wymyśl coś.
-Stary, znam ją miesiąc. Nie mam żadnego pomysłu.
-Sory stary, ale nie mam jak ci pomóc.
-Swietnie - mruknąłem bardziej do siebie niż do niego. Na kilka chwil nastała cisza, i zacząłem się zastanawiać, czy przyjaciel przypadkiem się nie rozłączył.
Wciąż dręczyło mnie to, co powiedziałem poprzedniego dnia. Miałem wrażenie, że niepotrzebnie się zamartwiałem i wysunąłem pochopne wnioski. I co gorsza, mogłem w ten sposób urazić jednego z najbliższych mi osób. Znowu.
-Lou - zacząłem niepewnie.
-Hazz
-To co wczoraj powiedziałem...
-Luna jest twoją siostrą. I jest młodsza od kilku moich sióstr. Na prawdę sądzisz, że mógłbym zrobić ci coś takiego? - zaśmiał się, jednak w tym śmiechu było coś dziwnego. Coś, czego nigdy wcześniej u Louisa nie słyszałem - Rozumiem, że się o nią martwisz. Boisz się. Ja też się boję. I pewnie tak samo zareagowałbym, gdyby chodziło o którąś z dziewczyn... Dlatego przestań o tym myśleć, okej? Są święta. Znajdź ten prezent, idź na kolację i dobrze się baw. 
Po tych słowach się rozłączył. A ja znów zostałem sam z myślami o nadchodzącym wieczorze.


sobota, 21 marca 2015

04. Don't speak

Dochodziła siedemnasta, kiedy Filia Luna zajęła się przygotowywaniem kolacji. W pełni skupiała się na krojeniu kolejnych warzyw, rozbijaniu jajek i słowach piosenki puszczonej w tle. Robiła wszystko, by nie myśleć o czekającym ją wieczorze. 
Harry miał przyjechać za pół godziny. W między czasie dziewczyna musiała ugościć swoją przyjaciółkę, której wciąż nie było, i znieść jakoś jej komentarze na temat wyglądu Filii. I jej idealność. Nie mogła o tym myśleć. Nie powinna. Z Anastasią przyjaźniły się już od wielu lat, były przyjaciółkami. A ten wieczór nie nadawał się na zazdrość i skrywane kompleksy. Musiała dobrze się bawić z Harrym, Louisem, Liamem i Niallem. "A co z Zanem?" pomyślała przypominając sobie brązowe oczy ostatniego z przyjaciół jej "brata". Wciąż do niej powracały. Wyryły swój obraz w umyśle Luny. Wciąż i wciąż zastanawiała się, nad błyskiem który w nich dostrzegła. Czym był?
Z zamyśleń wyrwał ją dźwięk domofonu. Szybko odsunęła się od blatu w kuchni mając nadzieję, że to brunet postanowił przybyć wcześniej. Nie chciałaby kazać mu czekać na kogoś, kogo nawet nie zna. Odetchnęła z ulgą kiedy w aparacie rozległ się głos blondynki.
-Możemy już iść?
-Nie. - zawahała się przez chwilę nie wiedząc jak krótko i zwięźle powiedzieć przyjaciółce to, co musiała. - Wejdź na chwilę.
Otwierając drzwi klatki schodowej zerkała na zegar wiszący w jej pokoju. Miały jeszcze sporo czasu. Idealnie, żeby wymienić się najnowszymi plotkami i nadrobić kilka dni, podczas których się nie widziały. "Czyli prawie wszystko" znów zamyśliła się Luna. Nienawidziła się za to, ale miała Anastasi za złe, że widują się tylko wtedy, kiedy blondynka ma z tego jakąś korzyść. Mniejszą lub większą. Kiedy Filia ma kłopoty, przyjaciółka rzadko znajduje czas by ją wesprzeć.
Nim drzwi mieszkania się otworzyły, dziewczyna wróciła do kuchni, chcąc skończyć przygotowywanie dania. Zastanawiała się tylko, czy nie dodała za dużo soli i czy Anastasi będzie smakować wegetariańska potrawa.
Już po kilku minutach do lokum weszła dziewczyna z jak zawsze idealnie prostymi blond włosami opadającymi na ramiona, ubrana w zwykłą czarną bluzkę na ramiączkach wciągniętą w ciemne spodnie z podwyższonym stanem i złote martensy. "Jak zawsze idealna" pomyślała z goryczą Luna, gdy zobaczyła przyjaciółkę. Zaraz poczuła się przez to jeszcze gorzej. Nie chciała taka być. Uśmiechneła się i przytuliła dziewczynę, przy czym dostała mocny cios otwartą dłonią w plecy. Anastasia zawsze tak robiła, a Luna zawsze udawała, że uderzenia było mocniejsze niż w rzeczywistości.
-Ładnie wyglądasz - stwierdziła blondynka przyglądając się z uwagą Lunie. Ta tylko uśmiechnęła się w podziękowaniu i wepchnęła dziewczynie w ręce, talerz z jedzeniem.
-Mamy jeszcze trochę czasu. Zrobiłam coś do jedzenia.
Jedząc, rozmawiały o wszystkim co spotkało je przez ostatnie tygodnie, prawie o wszystkim, śmiały się i dawały sobie rady. Filia wciąż myślała o tym, że przecież w końcu musi powiedzieć przyjaciółce o ślubie ojca, nowym bracie i jego "drugiej rodzinie". I że to z nimi idą na imprezę. Wciąż jednak nie chciała tego zrobić. To była ta część życia, do której Anastasia nie miała wstępu, a do której bardzo chętnie by się wtrąciła. Dziewczyna wiedziała, że jak tylko blondynka pozna jej nowych znajomych, po raz kolejny znajdzie się w centrum uwagi. Taka już była. To zawsze na nią chłopcy zwracali uwagę. To ona co chwila miała nowego chłopaka, choć żaden nie był jej wart. A Luna? Luna stała obok. Cicha, niewidzialna. Niby równie ładna, a jednak kompletnie ignorowana przez płeć przeciwną. Właśnie dlatego, choć raz chciała mieć kogoś bliskiego, kogo Anastasia nie mogłaby "dopaść".
-Co cię napadło, żeby iść na tę imprezę? - spytała blondynka dopijając swój sok pomarańczowy.
To była t chwila. Teraz jej powie. Teraz, wszystko miało się zmienić. "Żegnajcie nowi znajomi. Od teraz będziecie marionetkami An."
-Znajomy mnie zaprosił. Będzie tam jeszcze kilku jego przyjaciół, więc nie chciałam iść sama.
Ku zaskoczeniu Luny, Anastasia prawie w ogóle nie zareagowała na wzmiankę o "nowym znajomym". Dolała sobie jeszcze soku i zerknęła na zegarek.
-Znajomy z uczelni?
-Nie. Poznaliśmy się niedawno.
Blondynka uśmiechnęła się w sposób, który mógł oznaczać tylko, że w myślach już swata Lunę z jej "znajomym" i już chciała coś powiedzieć, kiedy po całym mieszkaniu rozległ się dzwonek telefonu. "W samą porę Harry".

Harry czekał przed budynkiem, opierając się o swojego czarnego volkswagena. Już przy wcześniejszych spotkaniach Luna pomyślała, że jego dziwny styl idealnie podkreśla osobowość chłopaka. Elegancki, a jednak wyluzowany, poważny, choć wciąż przez coś rozśmieszany. 
Dziewczyna uśmiechnęła się do bruneta na powitanie, jednak gdy podeszła bliżej, ten zamknął ją w objęciach swoich silnych ramion. "Jakoś wcześniej nie zwróciłam na to uwagi" pomyślała, czując silne mięśnie oplatające jej talię. Przez chwilę Harry kołysał się na boki, zupełnie zajęty swoją siostrą, jednak ona nie mogła przestać myśleć o tym, że Anastasia się im przygląda. Ocenia. Wysnuwa z całą pewnością błędne wnioski.
Gdy chłopak wypuścił już Filię, przyjrzał się jej przyjaciółce. Z uśmiechem przedstawił się, i otworzył obu dziewczynom drzwi samochodu. Reszta grupy, miała czekać już przed klubem, więc brunet właśnie tam się kierował. Prowadził jak zwykle w przerażająco szalony sposób ignorując kilka czerwonych świateł i znaków STOPu, jednak Luna nie zwracała na to uwagi. Jej myśli zajęte były wciąż milczącą przyjaciółką. Od wyjścia z mieszkania, była cicha jak nigdy.
Impreza miała odbyć się w jednym z bardziej znanych klubów, na obrzeżach miasta. Przynajmniej tak mówił Harry, bo Filia nigdy nie przejmowała się takimi rzeczami. O ile można tam było posłuchać dobrej muzyki, jej się podobało. Gdy zaparkowali, od razu zauważyła grupkę czterech chłopaków. Dwóch z nich paliło papierosy, przestępując z nogi na nogę, nie mogąc doczekać się wejścia do dusznej sali, blondyn już podrygiwał w rytm nieistniejącej muzyki, a ostatni z grupki przedrzeźniał go, co skutkowało wybuchem śmiechu wszystkich z przyjaciół. 
Luna jak najszybciej wysiadła z samochodu, chcąc dołączyć do chłopaków, jednak w ostatniej chwili przypomniała sobie o swojej przyjaciółce. Z uśmiechem przytrzymała jej drzwi, gdy blondynka wysiadała, po czym razem ruszyły w stronę grupy, do której Harry zdążył już podejść. Pierwszy zauważył je Louis. Uśmiechnął się szeroko, rzucając dopalonego papierosa na ziemię. Tak jak Harry, zamknął Lunę w silnym uścisku, obdarowując Anastasię tylko przelotnym spojrzeniem. Po kolei witała się z Niallem i Liamem, którzy również pośpieszyli by uściskać nowo przybyłą. "Ledwo ich znam" pomyślała Filia, gdy Niall, ściskając ją jedną ręką, poprowadził do małego kółka, które utworzyli "a są dla mnie jak najlepsi przyjaciele". Pochwyciła spojrzenie Zayna, przyglądającemu się jej strojowi. Jego brązowe oczy stały się nagle jakby znudzone całą sytuacją. Zmęczone, mimo, że jeszcze dwie minuty wcześniej, świetnie bawił się ze swoimi przyjaciółmi. "Wparowałam z butami w jego życie" zaświtała myśl w głowie Filii. Uśmiechnęła się niepewnie do chłopaka. Przecież nie może go ignorować, tak samo jak on nie może udawać, że ona nie istnieje.
Dopiero teraz Filia przypomniała sobie o Anastasii wciąż stojącej za nią. Poza kręgiem przyjaciół. Luna odwróciła się, biorąc przyjaciółkę za rękę i podprowadziła do reszty grupy.
-To moją przyjaciółka, An.
Nie wiedziała, czy powinna powiedzieć coś jeszcze. Coś wyjaśniać, po kolei wszystkich przedstawić...? Na szczęście starsi od niej przejęli inicjatywę i wręcz rzucili się na blondynkę, przedstawiając się, żartując, czy przekomarzając. "No i to by było na tyle jeśli chodzi o nowych przyjaciół."

Gdy siedmioosobowa grupka weszła do klubu impreza trwała w najlepsze i z tego, co Luna zauważyła, wielu z tam obecnych, musiał przyjść na długo przed nimi. Od razu poczuła na skórze nieprzyjemne ciepło zatłoczonej sali i spoconych ciał. Ruszyła razem z chłopakami w stronę stoliku, nad którym, ku wielkiej uldze i radości Filii, znajdował się otwór klimatyzacji, dający choć odrobinę chłodnego, wieczornego powietrza.
Usiedli, przysłuchując się grającej muzyce i obserwując ludzi bawiących się na parkiecie. Luna zazdrościła im wszystkim swobody. Czuli się dobrze, nawet jeśli ich ruchy nie do końca współgrały z melodią. Nikt nikogo nie oceniał. Czy ona też mogłaby taka być? Nie przejmować się dniem jutrzejszym, po prostu się bawić? "Byłoby fajnie" pomyślała. Zaczęła zastanawiać się, co by zrobiła. Co mogłaby zrobić? Powiedziałaby kilku osobom co o nich myśli... Flirtowałaby z jakimś zupełnie obcym facetem... Tańczyłaby razem z tymi wszystkimi ludźmi...
Wśród tłumu ujrzała Harrego próbującego utorować sobie drogę, z rękami pełnymi butelek z piwem. Dopiero teraz zdała sobie sprawę, że nie było go przy stoliku. Czyżby aż tak odpłynęła ze swoją fantazją o bezproblemowym życiu? Gdy brunet w końcu dotarł do stolika, położył przed każdym po jednej z butelek, jednak nim Luna zdołała chwycić swoją, Anastasia jednym, zgrabnym ruchem, zgarnęła napój i postawiła go obok siebie. Przez chwilę Filia wpatrywała się w przyjaciółkę nie bardzo rozumiejąc co się stało, tak samo jak reszta grupy. W końcu ją olśniło.
-Chyba sobie żartujesz - zaczęła z wyrzutem. Nie mogła uwierzyć, że blondynka zamierza jej to zrobić. W tym miejscy, przy wszystkich.
-Przykro mi, ale chyba mogłaś się tego spodziewać.
Dziewczyna czuła, jak jej twarz robi się czerwona ze wstydu, a oczy zaczynają piec pod wpływem emocji. Jedyną ulgą był fakt, że w panującym półmroku nikt nie mógł tego zobaczyć.
-O co chodzi? - spytał zdezorientowany Liam wskazując palcem to na jedną, to na drugą z przyjaciółek. Anastasia lekko zarzucając włosami, jakby od niechcenia zerknęła na chłopaka.
-Fil nie może pić. Nie powinno jej tu nawet być. Dopiero co skończyła dwadzieścia lat.
Filia mogła by przysiąc, że w tym jednym momencie muzyka w całym klubie ucichła, wszyscy z obecnych wpatrują się w nią z szeroko otwartymi oczami, i rozwartymi ze zdziwienia ustami. A przynajmniej tak było przy ich stoliku. Wzrok każdego z chłopaków był utkwiony właśnie w niej. Nawet Zayn spoglądał na nią ze zmarszczonymi brwiami. Nie mogąc tego znieść, Luna schowała twarz w dłoniach. "Świetnie Filio, teraz uznają cię za kompletnego bachora, odwiozą do domu i włączą dobranockę. Jeszcze tylko brakuje, żebyś się rozpłakała" naśmiewała się sama z siebie.
-To przecież nic takiego. - pierwszy odezwał Niall - Nie jest już dzieckiem. 
-To niezgodne z prawem - upierała się An, jednak Luna już wiedziała, że chłopaków nie da się przekonać. Podjęli pewną decyzję i nic ich od tego nie odwiedzie.
-Nikt tutaj się o tym nie dowie. Daj spokój, to tylko piwo. - tym razem spróbował swoich sił Harry. Cały czas się uśmiechał, ale był zdeterminowany, żeby nie zwracać uwagi na wiek swojej nowej przyjaciółki. W jakiś sposób dziewczyna wyczuwała, że bardziej chodzi o jego dumę, niż o jej dobro. Nie mógł sobie pozwolić, żeby źle się bawiła, to wszystko.
-Będziemy jej pilnować. A my już dziećmi nie jesteśmy. - Ostatnie zdanie, Louis wypowiedział półżartem, ale mimo to, Luna poczuła się dotknięta. Starała się spoglądać na bruneta z wściekłością, jednak wyczuwała, że je to nie wychodzi. I byłe tego absolutnie pewna w momencie, kiedy chłopak odpowiedział je uśmiechem i puścił oko.
Anastasia przegrała tę bitwę i dobrze o tym wiedziała. Wzruszyła ramionami i oddała przyjaciółce wcześniej zabraną butelkę.

Z każdą mijaną godziną, impreza coraz bardziej się rozkręcała. Tańczący ludzie jakby w ogóle się nie męczyli i Luna naprawdę żałowała, że jeśli chodzi o taniec, od dziecka ma dwie lewe nogi. Dziewczyna została sama przy ich stoliku, powoli popijając kolejne piwo. Obserwowała jak An, Niall, Liam i Louis wygłupiają się na parkiecie. Co jakiś czas dostrzegała również Harrego, ale przez większość czasu, pozostawał wtopiony w tłum. Zayn ruszył samotnie w stronę baru już po godzinie i dziewczyna podejrzewała, że wciąż tam jest. 
Bujała się na swoim miejscu w rytm kolejnej piosenki, jednak nie odważyła się wstać i dołączyć do przyjaciół. Wolała patrzeć, jak oni dobrze się bawią.
-Dlaczego nie pójdziesz zatańczyć? - Jak spod ziemi pojawił się obok niej Louis, choć jeszcze przed chwilą widziała, jak tańczy na drugim końcu sali.
-Nie jestem w tym najlepsza. - Choć odpowiadała zgodnie z prawdą, wolałaby, by to było kłamstwo. Chciałaby wyjść teraz na parkiet i zaskoczyć go idealnie zsynchronizowanymi ruchami i gracją. To jednak nie wchodziło w grę. Zdecydowanie wolałaby posiedzieć w domu i pożartować, pooglądać głupie filmy, zjeść coś. "Może następnym razem pójdziemy na karaoke?" - Tu mi jest dobrze - Dodała po chwili unosząc w górę do połowy opróżnioną już butelkę.
Chłopak z uśmiechem przeczesał palcami wilgotne od potu włosy, tym samym układając je w zabawny sposób. Spojrzał na Lunę unosząc jedną brew i uśmiechnął się jeszcze szerzej.
-To szkoda... Bo teraz nie masz już wyboru i musisz ze mną zatańczyć - stwierdził już chwytając jedną z jej dłoni. Dziewczyna automatycznie zaczęła kręcić przecząco głową i zapierać się nogami, byle tylko pozostać na swoim miejscu.
-Ja na prawdę nie chce...
-Mógłbym cię zanieść na ten parkiet, ale wtedy zwróciłoby na ciebie uwagę sporo osób... a tego raczej nie chcesz. - "Cholera" - No dalej. Jeden taniec. To będzie mój prezent urodzinowy.
Filię zaskoczyło wyznanie Louisa. Dlaczego nikt jej nie powiedział, że chłopak ma urodziny? Nagle poczuła się bardzo niezręcznie i teraz głupio jej było odmówić. Niechętnie skinęła głową na znak zgody i pozwoliła poprowadzić się w stronę tłumu.
Brunet wciąż nie puszczał jej ręki, nawet kiedy zaczął się już kołysać w rytm muzyki. Luna, wciąż nieprzekonana do tańczenia, lekko tylko przestępowała z nogi na nogę rozglądając się wokół, czy aby na pewno nikt na nią nie patrzy. 
-Wiesz, jestem dość dobrym tancerzem - wykrzyknął jej do ucha Louis, swoimi ruchami, wymuszając u niej obrót - Nie tak dobrym jak Niall, ale zawsze. Mogę dać ci kilka lekcji. - Mówiąc to, przeniósł swoje dłonie na biodra dziewczyny, przez co musiała się do niego przybliżyć. Nie miała pojęcia, co powinna zrobić z rękami, więc ułożyła je na klatce piersiowej przyjaciela. Muzyka nieznacznie przyśpieszyła, jednak to wystarczyło, by chłopak wymyślił dla siebie nowy sposób na taniec. Luna stała tak blisko, przytrzymywana, jakby brunet obawiał się, że ucieknie z klubu najszybciej jak tylko się da, że musiała dostosować się do dziwacznego tańca swojego towarzysza. Zaśmiała się, chowając twarz w jego ramieniu. 
-Śpiewać też umiesz? - spytała patrząc chłopakowi w oczy. Stał tak blisko, że musiała podnieś głowę, by widzieć cokolwiek, poza jego ramionami. Wykrzywił twarz w udawanym zamyśleniu, co sprawiło, że Luna znów się zaśmiała. W końcu wzruszył ramionami.
-Niektórzy mówią, że jestem całkiem niezły. Choć Styles jest lepszy.
-Styles?
-Harry - sprostował szybko. Uśmiech nie schodził z jego twarzy nawet na sekundę. Tym razem to Filia zrobiła głupią minę i postukała palcem po brodzie. 
-A więc tańczysz, śpiewasz... Facet idealny. Jest coś, czego nie potrafisz?
Muzyka znów się zmieniła. Nowa piosenka zaczynała się powoli, wręcz melancholijnie. Dziewczyna znała ten kawałek. Śpiewała go miliony raz w ciągu ostatnich paru miesięcy. Zaraz po pierwszej zwrotce miała niespodziewanie przyśpieszyć stając się idealną na klubowy parkiet. "Kocham ten kawałek" pomyślała układając swoje dłonie na umięśnionych ramionach chłopaka i opierając czoło na jego barku. Rozkoszowała się powolnymi rytmami, jak długo mogła. Właśnie miał się rozpocząć refren, kiedy poczuła, że ręce dotąd oplatające jej biodra rozluźniają się, a Louis znów chwyta jej dłoń. On również musiał doskonale znać każdą nutę melodii bo idealnie zsynchronizował przyśpieszającą melodię z szybkim obróceniem Luny wokół jej osi. Sukienka dziewczyny zawirowała wokół niej, a już po chwili Filia kopiowała zwariowane ruchy bruneta nie przejmując się, czy ktokolwiek się przygląda.

Filia Luna razem z przyjaciółmi bawiła się do późnych godzin nocnych. Nie czuła zmęczenia po wielogodzinnym tańcu, ani nawet znużenia po dużej ilości wypitego alkoholu. W taksówce wszyscy wciąż byli rozgadani i nawet nie zauważali, kiedy dotarli do pierwszego przystanku - domu Anastasi. Dziewczyny pożegnały się ze sobą obiecując sobie telefon z samego rana, po czym blondynka ruszyła w stronę drzwi, a Luna z powrotem do taksówki. Podczas drogi do jej mieszkania, już nie była aż tak pełna energii. Jakby ta chwila na świeżym, mroźnym powietrzu zupełnie pozbawiła ją sił. Miała wrażenie, że w każdej chwili, głowa może opaść jej na siedzenia pragnąc odpoczynku. W końcu jednak dotarli do jej budynku, a Filia musiała użyć całej swojej siły woli, by o własnych siłach dojść do łóżka. Głowa dotknęła poduszki, kołdra przykryła zmarznięte i wycieńczone ciało i już po chwili dziewczynę zmorzył sen.
Niestety, dziewczynie nie dane było spać długo. Gdy otworzyła oczy, za oknem wciąż panowały ciemności. Jak zwykle po jakimkolwiek alkoholu, cierpiała na bezsenność. Dość irytująca przypadłość biorąc pod uwagę fakt, że Filia i tak nie czuła się ani trochę obudzona. Piekły ją oczy i gardło. W głowie kręciło się pomimo, że leżała w kompletnym bezruchu. Westchnęła głęboko zdając sobie sprawę, że musi iść do kuchni po coś do picia.
Pokój był inny, niż go zapamiętała. Tak samo pościel, zapach i widok za oknem. Pomieszczenie było za ciemne, nawet jak na środek nocy. Było w nim też o wiele więcej miejsca niż w zagraconym pokoiku Luny. Nawet pościel była inna. Lżejsza. To nie była ta puchowa kołdra do której przywykła.
"Cholera" pomyślała krzywiąc się przy każdym ruchu. Powoli wstała i ruszyła w stronę drzwi, wciąż rozglądając się po pokoju. Jedno było pewne, nigdy wcześniej w nim nie była.
W przedpokoju do którego wyszła również panowała ciemność, jednak teraz dziewczyna bez problemu rozpoznała mieszkanie Harrego. "Co ja tutaj robię?" Jedną ręką przytrzymując się ściany ruszyła w kierunku kuchni. Mieszkanie, choć duże urządzone było w stylu nowoczesnym, minimalistycznym, więc Filia nie musiała błądzić między pokojami, za co była na prawdę wdzięczna losowi.
Zbliżając się do wnęki kuchennej, zauważyła palące się tam światło, a chwilę później usłyszała również przyciszone głosy przyjaciół.
-Kilkoro było w klubie. To może być przypadek, ale...
-Tak czy tak, musieli nas widzieć.
-Nie wierzę w przypadki. Zwłaszcza, jeśli oni są w to zamieszani.
Luna była zbyt zmęczona i rozkojarzona, by rozpoznać który z chłopaków akurat mówił, ale była całkowicie pewna że to oni. I że nie powinna słyszeć tej rozmowy. A jednak przywarła do ściany i z bijącym sercem słuchała dalej.
-Może być w niebezpieczeństwie?
-Powinniśmy coś zrobić.
-Niby co? Nawet gdybyśmy znaleźli tych gości...
-Nie możemy tak po prostu siedzieć i się przyglądać! - Jedno z krzeseł przewróciło się, tworząc nienaturalny hałas w panującej dotąd ciszy. Jeśli wcześniej Filia miała wątpliwości, czy powinna jak najszybciej wrócić do pokoju, teraz była już tego pewna. Była jednak zbyt ciekawa, co jeszcze się wydarzy. Nie miała pojęcia, o czym jest mowa, jednak czuła, że w jakiś sposób, już była w to wmieszana. Nie będzie potrafiłaby udawać, że o niczym nie wie. Najlepszym więc wyjściem było wyjść z ukrycia, kiedy wciąż milczeli.
I tak właśnie zrobiła. Wzięła kilka głębokich wdechów i powoli ruszyła za zakręt, wchodząc w krąg światła. Ci, którzy siedzieli do niej przodem od razu wlepili w nią wzrok, a za ich spojrzeniem podążyła pozostała dwójka, odwracając głowę od stołu pełnego jedzenia. Luna doskonale wiedziała, o czym myślą. "Jak wiele słyszałam?" zapytała samą siebie przygotowując się na grad pytań. Żadne jednak nie padło. Nikt nie ruszył się z miejsca. Louis stał pochylony, opierając ręce na stole. Cała reszta siedziała, również pochylona, z zaciśniętymi w pięści dłońmi. W tym jednym momencie, Filia zastanowiła się, ile wie o tych ludziach? Skąd mogłaby wiedzieć, czy jej nie zaatakują? Jednak zaraz zauważyła zmęczenie i zrezygnowanie na ich twarzach. Na wszystkich. Nawet Zayn wydawał się bardziej przygnębiony niż dotąd. "Powiedz coś..." potarzała raz po raz, próbując wymyślić jakieś sensowne zdanie, które mogłoby przerwać ciszę.
-Czy wszystko w porządku? - Nie mogła powiedzieć nic głupszego. Doskonale wiedziała, że nie. Zerknęła na Harrego. Brunet przeczesał rozczochrane włosy dłonią i uśmiechnął się, tak jak zawsze dotąd.
-Jasne. Po prostu rozmawialiśmy.
Skłamał. Kłamał jej w żywe oczy, jakby była dzieckiem, które przyłapało rodziców na kłótni. Nie sądziła, że właśnie on mógłby potraktować ją tak protekcjonalnie. Od razu podsunęła jej się myśl, że nie zrobiłby tego, gdyby nie wiedział, ile dziewczyna ma lat.
-No jasne - prychnęła zaplatając ręce na piersi - Spoko. Nie musisz mi mówić. Nie chcę znać waszych tajemnic, ale nie okłamuj mnie.
-Ja wcale nie - chciał się bronić Harry, lecz nie było mu dane nawet dokończyć zdania.
-Ona ma racje Styles - do rozmowy włączył się Liam. W jego głosie nie było słychać tej zabawnej nutki, co zwykle. Chłopak był zmęczony. "Ciekawe jak długo tak tu siedzą..."
-Czy moglibyśmy dokończyć tę dyskusję rano? Wszyscy będziemy jaśniej myśleć i przestaniemy się wściekać. - Tym razem odezwał się Louis. Nie czekając na zgodę innych, odszedł od stołu i ruszył w kierunku dziewczyny. - Dlaczego nie śpisz? - zapytał tak cicho, że Luna ledwo go usłyszała, niemożliwe więc było, żeby zrobiła to reszta grupy.
Z jakiegoś powodu Filia zaczęła czuć się o wiele swobodniej w towarzystwie bruneta. Jeszcze dzień wcześniej krępował ją jego wiek, jednak po przetańczonych z nim godzinach, kompletnie o tym wszystkim zapomniała. Może to właśnie jego wiek sprawiał, że czuła się bezpieczniej? A może to jego zawsze rozbawiony głos? Nawet kiedy mówił o czymś bardzo poważnym, lub nawet smutnym, na jego usta wkradał się uśmiech. Może dlatego, w tamtej właśnie chwili, stojąc boso w kuchni, w środku nocy, to jemu ufała najbardziej? Nie swojemu przyszłemu bratu. Już nie.
-Nie chcę spać - odpowiedziała równie cicho spuszczając głowę. Usłyszała szuranie krzesła, a chwilę potem głos Zayna.
-Dobranoc.
I tak po prostu odszedł, wtapiając się w mrok mieszkania. Za nim ruszył Liam i Niall. Wszyscy w kompletnej ciszy. Harry został jeszcze chwilę, wpatrując się uważnie w Lunę. Dziewczyna nie potrafiła ukryć swojego skrępowania zaistniałą sytuacją. Nie wiedziała, co ze sobą zrobić. Każdy z przyjaciół odchodził do swojego pokoju, a ona zostanie sama w obcym mieszkaniu.
W końcu Harry również pożegnał się i odszedł. Filia próbowała zachowywać się naturalnie, więc podeszła do jednej z szafek wyciągając z niej szklankę i napełniając ją wodą. Ani razu nie spojrzała w stronę Louisa, jednak wiedziała, że tam jest i że się jej przygląda.
-Powinnaś spać. To był długi i na prawdę męczący wieczór.
-Nie czuję się śpiąca.
Nie usłyszała odpowiedzi, jednak po chwili tuż obok niej pojawił się brunet. Na jego twarzy znów gościł uśmiech.
-W takim razie może zatańczymy? - zapytał i w tym samym momencie zaczął ruszać się do tylko sobie znanego rytmu. Filia bezskutecznie próbowała ukryć uśmiech i już po chwili śmiała się głośno podrygując tuż obok chłopaka.
Nie miała pojęcia, kiedy oboje znaleźli się na kanapie w salonie wpatrując się w ciemność miasta za ogromnym oknem. Linia horyzontu zaczęła się różowić, jednak do świtu wciąż było daleko. Luna siedziała z kolanami pod brodą i na wpół zamkniętymi oczami. Nie mogła zasnąć. W zwiewnej sukience było jej po prostu za zimno i nie mogła znaleźć na tyle wygodnej pozycji, by pozwolić sobie odpłynąć. Louis przysypiał już od jakiegoś czasu, półleżąc w rogu kanapy, jednak odezwał się zaspanym głosem, nawet nie otwierając oczu.
-Możesz się o mnie oprzeć. Będzie ci wygodniej.
Tak też zrobiła. Bez słowa, bojąc się zrobić jakikolwiek gwałtowny ruch, przysunęła się do chłopaka i oparła głowę na jego ramieniu. Od razu poczuła bijące od niego ciepło, które przyjemnie rozchodziło się po jej zmarzniętej skórze. Podwinęła pod siebie nogi, chcąc być jak najmniejszą. Ręką Lousa, która dotąd spoczywała na oparciu kanapy, oplotła jej ramię, dając kolejne źródło ciepła. W końcu była bezpieczna.
-Louis? - wyszeptała bojąc się, że chłopak już zasnął. Mruknął w odpowiedzi dając znak, że słucha. - Wszystkiego najlepszego.

sobota, 14 marca 2015

03. I can be your new addiction

Wieczór. Zazwyczaj Filia Luna spędzała wieczory siedząc w swoim malutkim mieszkanku, czytając książkę i zajadając kolejną w kolejności potrawę, z książki kucharskiej. Wraz z nastaniem nowego roku, obiecała sobie wykorzystać wszystkie z pozycji, zamieszczonych w opasłej książce, bez względu na to, jak obrzydliwe by się jej wydawały. Oczywiście jak to bywało z noworocznymi postanowieniami, zabrała się do tego dopiero w czasie wakacji, kiedy miała zdecydowanie za dużo czasu wolnego.
Jednak ten wieczór był inny. Zamiast na swoim łóżku, siedziała w ogromnym, skórzanym fotelu, w który z każdą mijającą godziną, zapadała się coraz głębiej, a zamiast książki, w ręce ściskała duży, okrągły kubek w fantazyjne wzory z już ostygłą herbatą w środku. Obok dziewczyny, na identycznym fotelu, lekko pochylony siedział Harry - jej nowy przyszły brat. Z naprzeciwka spoglądały na nią trzy pary zaciekawionych oczu. Louis, Liam i Niall siedzieli na ogromnej, czerwonej sofie popijając kawę i wciąż wypytując ją o coraz to nowe rzeczy. Od kiedy przyjechała z Harrym, do jego mieszkania, przyjaciele bruneta prawie nie spuszczali z Luny oczu.
-Powiedz nam o sobie coś... coś niezwykłego - znów odezwał się blondyn. Mimo, że na początku nieco peszył niebieskooką, szybko doceniła jego otwartość i nieustający zapał do zabawy i żartów. Po prostu nie mogła powstrzymać uśmiechu wpływającego na usta, gdy spoglądała w jego żywe, błękitne oczy, tak podobne, choć tak różne od jej własnych.
Wzruszyła lekko ramionami wpatrując się w swój napój. Czuła się coraz bardziej zmęczona. Ile już z nimi siedziała? Na ile pytań odpowiedziała? Na ile jeszcze będzie musiała odpowiedzieć, by móc wrócić do domu?
-Wiecie o mnie chyba już wszystko.
-Żartujesz? - Louis wyglądał na naprawdę zdziwionego, choć z tonu głosu, błysku w niezwykle zielonych oczach i minimalnie drgających kącikach ust Filia poznała, że jak żaden z przyjaciół nie jest do końca poważny. - Wciąż prawie nic o tobie nie wiemy. Wiemy do jakiej chodzisz szkoły, a co za tym idzie, czym się interesujesz.
-Wiemy że od pięciu lat jesteś wegetarianką. - wtrącił się trzeci z przyjaciół, spoglądając to na dziewczynę, to na Louisa.
Najstarszy z chłopaków, mimo wszystko peszył Lunę. Wysoki, choć nie tak jak Harry, w jednej chwili poważny, a w następnej śmiejący się do rozpuku, elegancki mimo swojej prostoty. Prawie dziesięć lat starszy... To przerażało ją najbardziej. "Kiedy się rodziłam on już potrafił dodać dwa do trzech." Mimo przyjaznego nastawienia chłopaka, nie mogła pozbyć się wrażenia, że powinna traktować go z większym respektem.
-Ale lubisz gotować - znów odezwał się Niall z szerokim uśmiechem takim samym, jak za każdym razem, gdy ktoś wspominał o jedzeniu.
-To właśnie szkoła określa to, kim jestem. Kim będę za kilka lat.
-Nie prawda - po raz pierwszy od dłuższego czasu, do rozmowy włączył się Harry. Przez cały wieczór pozwalał swoim przyjaciołom lepiej poznać "nowego członka rodziny", tylko czasem wtrącając jakiś komentarz lub śmiejąc się z opowiedzianego żartu. - Szkoła nigdy nie będzie cię określać. Robią to ludzie, jakimi się otaczasz i to, co robisz. Jakim człowiekiem jesteś.
Wiedziała, że brunet ma rację, jednak nie zmieniało to faktu, że nie potrafiła znaleźć odpowiedzi na wcześniej zadane jej pytanie. Ludzie w okół niej? Odkąd pamiętała, była samotna. Ludzie, których uważała za przyjaciół, odchodzili, jakby nigdy nic dla nich nie znaczyła. Matka była nienormalna. Jedynie ojciec zawsze był blisko. Ale przecież miał własne życie, a ona była już dorosła. Nie mogła całe życie polegać jedynie na nim. Jakim człowiekiem więc była? Starała się nie krzywdzić innych. Zrezygnowała z mordowania zwierząt dla własnych potrzeb. Ale czy to w jakiś sposób mówiło, kim tak na prawdę była? "Kim jesteś, Filio?" Szkoła, aktorstwo, teatr były jej ucieczką. Na scenie, każdy wiedział kim jest i po co jest. Poza sceną już tak łatwo nie było.
-Więc jakim człowiekiem jestem? - starała się nie brzmieć jak osoba, która w każdej chwili może wybuchnąć płaczem. Chciała brzmieć, jakby to nic dla niej nie znaczyło. Groteskowo. Nie mogła jednak nic poradzić na coraz bardziej zaszklone oczy, zdradzające ją, niczym wielka świecąca strzałka z napisem "Mazgaj!"
Atmosfera w pokoju zgęstniała. Nikt nie wiedział co powiedzieć, bo nikt tak na prawdę nie znał Luny. Louis, Liam i Niall zaczęli kręcić się na swoich miejscach co chwila oglądając się na siebie nawzajem. Jednak Harry wciąż intensywnie wpatrywał się w niebieskooką, zupełnie niezrażony jej wciąż nasilającym się rozdrażnieniem. W końcu, to ona odwróciła wzrok, udając że sprawdza godzinę na swoim zegarku.
-Chciałabym wrócić już do domu - stwierdziła wstając i odkładając wciąż pełen kubek na najbliższy stolik.

Słońce już dawno zaszło, kiedy Harry zaparkował swojego volkswagena pod mieszkaniem Filii. Przez całą drogę panowała między nimi cisza i teraz, kiedy samochód przestał pracować, nic się nie zmieniło.
Dziewczyna siedziała w wygodnym, pokrytym sztuczną skórą siedzeniu i wpatrywała się w drzwi budynku w którym wynajmowała lokum. Czuła, że powinna coś powiedzieć. I nawet wiedziała co, nie mogła jednak poukładać własnych myśli w całość a co ważniejsze, spojrzeć brunetowi w oczy. Bała się, że ujrzy w nich znudzenie. Jej osobą, jej towarzystwem, jej dziwnymi nawykami...
-Przepraszam - prawie wyszeptała, powoli odwracając się w stronę chłopaka. Wyglądał na odprężonego, jednak jego brwi podniosły się, wyrażając lekkie zdumienie. Dziewczyna westchnęła w duchu. Jak miała wytłumaczyć mu to, co czuła? - Byłam... niemiła. Dla ciebie i twoich przyjaciół. Przepraszam.
Na chwilę znów zapanowała cisza, a zielonooki uważnie przyglądał się całej postaci Luny. "Błagam. Powiedz coś." Jednak Harry tylko wzruszył ramionami z uśmiechem na twarzy, co dla dziewczyny było wystarczającym powodem by odetchnąć z ulgą i również się uśmiechnąć.
-Polubili cię. W sumie wiedziałem że tak będzie. Ale zabawnie było oglądać, jak się stresujesz.
-No dzięki - mruknęła z coraz szerszym uśmiechem Filia. "Palant" wyszeptała w myślach, choć nigdy nie odważyłaby się powiedzieć tego na głos. Nawet żartując. Mimo wszystko poczuła się lepiej wiedząc, że nie poszło jej tak źle jak pierwotnie sądziła. Ona sama, mimo, że wciąż nie wiedziała za dużo o przyjaciołach Harrego jak i o nim samym, polubiła ich. Byli bardzo zabawną i zgraną grupą.
"Może poza jednym..." Obraz zimnych, brązowych oczu od razu sprowadził ją na ziemię. Zayna, ostatniego z przyjaciół widziała tylko przez chwilę. Ukrył się w swoim pokoju z tą dziewczyną i więcej się nie pokazali. "Dziwne, że w ogóle mało o nich wspominali."
-Mówię serio. Polubili cię. Kiedy im powiedziałem, że będę miał młodszą siostrę, od razu chcieli cię poznać. Gdybym cię nie przyprowadził do końca tygodnia, źle by się to dla mnie skończyło. - Znów się zaśmiał, jednak Luna była zbyt pochłonięta swoimi myślami, by zrozumieć dlaczego i tylko posłała chłopakowi niemrawy uśmiech.
Luna bardzo nie chciała mówić nowemu "bratu" o swoich niepewnych uczuciach co do mulata. Bała się wejścia na grząski grunt. Prawda była taka, że nic nie wiedziała o tych chłopakach i wtrącanie się w jakikolwiek sposób, naciskanie na wyznania, mogłoby się bardzo źle skończyć. Jeżeli brązowooki nie miał ochoty jej poznać, jego sprawa. W końcu ona też została zmuszona, zmanipulowana, do poznania drugiej rodziny Harrego. Nie zamierzała w żaden sposób zakłócać ich dotychczasowego życia.
-Powinnam już iść - zwróciła się do bruneta i posłała mu ostatni tego wieczora uśmiech.

Kiedy niebieskooka w końcu wyszła spod prysznica, było już za późno na czytanie, a co dopiero na gotowanie. Zalała więc tylko swoje ulubione czekoladowe płatki mlekiem i usiadła przed laptopem. Nie to, żeby miała cokolwiek ważnego do zrobienia. Przejrzała tylko najnowsze informacje ze świata i kilka innych stron, które po prostu pozwoliły jej się odprężyć. Już miała iść do łóżka, kiedy na czat weszła jej najlepsza przyjaciółka - Anastasia.
Luna przez chwilę wachała się, czy napisać do blondynki. Nie rozmawiały od kilku dni, a w życiu Filii dużo się pozmieniało, ale czy chciała dzielić się tym z An? W końcu zdecydowała się na rozmowę.
-Hej. Co tam?
-Właśnie wróciła z lekcji.
Luna zerknęła na zegarek u dołu monitora. Dochodziła północ.
-Lekcji czego?
-Uczę się grać na pianinie. Tylko wieczorem mam czas.
-Wieczorem? Jest 23!
-Nie ważne. Kiedy indziej ci opowiem. Co u ciebie?
Nim dziewczyna zdążyła cokolwiek napisać, zadzwonił telefon. Dzwięk wydawał się tak głośny, w panującej dotąd ciszy, że Filia podskoczyła w krześle, nim sięgnęła pośpiesznie po słuchawkę. Nie mogła sobie pozwolić na skargi innych lokatorów na telefon dzwoniący w środku nocy. Właściciel budynku i tak już nie lubił dziewczyny.
-Halo? - odezwała się ściszonym głosem. Zaraz sobie jednak uświadomiła, że jest zbędne. "Brawo paranoiczko."
-Hej Filio Luno. Zapomniałem... - To był Harry. Mówił dość szybko, zapewne przekonany, że obudził "siostrzyczkę", jednak nie dość szybko, by Filia nie zdążyła mu przerwać.
-Filio. Nie używaj nigdy mojego pełnego imienia.
-Dlaczego?
-Po prostu tego nie rób. Okej? - Już mówiąc to wiedziała, że chłopak jej nie posłucha. Tak samo jak upierał się przy nazywaniu ją "młodszą siostrą". Jednak w wypadku imienia, nie zamierzała odpuszczać.
Przez chwilę w słuchawce zapanowała kompletna cisza, jakby brunet się rozłączył, lub po prostu odszedł od słuchawki, jednak zaraz gdzieś w tle rozległy się głosy jego przyjaciół. Luna nie potrafiła rozróżnić pojedynczych słów, ale też za bardzo się nie starała. Była zbyt zmęczona na jakąkolwiek rozmowę. Zerknęła w stronę laptopa, przypominając sobie o przerwanej rozmowie z przyjaciółką.
-Dzwonisz po coś konkretnego, czy żeby upewnić się, że potrafię wejść po schodach?
-No tak - Jej rozmówca nagle jakby oprzytomniał. "Pewnie też już przysypia." - Chłopaki zastanawiają się, czy pójdziesz jutro z nami na imprezę. W końcu zaczyna się weekend.
Nie chciała iść. Nie miała ochoty przebywać w zatłoczonym pomieszczeniu pełnym pijanych i spoconych ludzi. A jednak bez zastanowienia, zgodziła się.
-Jasne. Nie ma sprawy.
Pożegnała się z Harrym i wróciła przed ekran komputera. Otrzymała od przyjaciółki kolejne trzy wiadomości, każda na inny temat. Zignorowała je wszystkie.
-Chcesz iść jutro na imprezę?


sobota, 7 marca 2015

02. Nobody knows that she's a lonely girl

Dziewczyna o włosach w kolorze ciemnego blondu biegła kolejnymi korytarzami swojej uczelni coraz bardziej przerażona.
Poprzedniego wieczora, niepotrzebnie postawiła sobie za wyzwanie dokończenia nowo zakupionej książki. I choć później ubolewała nad zakończeniem wypłakując się w poduszkę, była usatysfakcjonowana zakończeniem. To nie zmieniało jednak faktu, że teraz była nie dość, że wykończona 4 godzinnym snem, to jeszcze spóźniona na jedyne zajęcia, na które spóźniać się nie mogła.
Filii powoli zaczynało brakować tlenu od bezustannego biegu, kiedy w końcu dotarła do upragnionych drzwi na drugim piętrze budynku uniwersytetu. "Trzeba będzie popracować nad kondycją" pomyślała i zdecydowanie zbyt mocno pchnęła drzwi wpadając do ciemnej, oświetlonej tylko kilkoma małymi lampkami sali. Jak na nieszczęście, jej pojawienie się, przerwało lektorce w pół zdania i zwróciło uwagę wszystkich obecnych.
Wykładowca - niska kobieta o idealnej figurze, rudych lokach opadających na ramiona i niżej za łopatki oraz szarych, mrożących krew w żyłach oczach - spojrzała z wściekłością na Lunę opierając się z udawaną nonszalancją o stojący obok niej fortepian.
-A więc w końcu się zjawiłaś - głos roznosił się echem po pustej sali, a był jeszcze bardziej przerażający od spojrzenia kobiety. Głęboki, władczy. - Skoro sądzisz, że jesteś już wystarczająco dobra, to może marnujemy twój czas?
-Ja wcale nie... - próbowała wytłumaczyć się dziewczyna, choć wiedziała, że nie ma szans wygrać tej bitwy. W oczach zbierały jej się łzy. Zależało jej na tych zajęciach. Bardzo. Od dziecka chciała grać w teatrze, ale dopiero teraz dowiedziała się, jaka to ciężka praca. Nie umiała tańczyć, co było niezbędne. Każdy nowy układ sprawiał jej problemy. Potrafiła godzinami powtarzać w kółko te same kroki, by uzyskać choć cień perfekcji. Ponadto, dopiero po dostaniu się na uniwersytet zrozumiała, jak stresujące są występy przed ogromną publicznością. Jak krępować może ją spojrzenie, czy dotyk partnera scenicznego. Głos, był jej jedyną nadzieją na pozytywne zaliczenie semestru. Matka zawsze powtarzała Filii, że jej głos jest jak "śpiew ptaków w pierwszy wiosenny poranek" i była to jedna z tych niewielu rzeczy, z którymi zgadzał się również jej ojciec. A jednak, ciągłe próby i niewyobrażalnie surowy nauczyciel wykańczały ją.
-Skoro jesteś na tyle świetna, żeby spóźniać się na moje zajęcia, proszę, zaśpiewaj dziś jako pierwsza.
To mówiąc, rudowłosa odsunęła się o krok wskazując miejsce, w którym dziewczyna ma stanąć.
Wciąż zmęczona po biegu Luna wzięła kilka głębokich wdechów i powoli ustawiła się twarzą do reszty klasy. Wiedziała, co chce zaśpiewać. Potrzebowała piosenki z jednej strony bezpiecznej, bez zbyt wysokich tonacji, a jednocześnie powalającej. Miała taką. W myślach, już widziała, jak ją śpiewa, jednak w tym momencie lektorka znów się odezwała z drwiącym uśmiechem na ustach.
-Dziś to ja wybieram piosenki. Mam wrażenie, że czujecie się czasem rozluźnieni na tych zajęciach. Każdy dobry aktor musi umieć improwizować. Dostosować się do panujących wokół warunków. Jeżeli w ostatniej chwili zmienią wam tekst, w mgnieniu oka musicie go przyswoić. Czy to jest jasne? - przebiegła wzrokiem po siedzących wokół rówieśnikach niebieskookie, po czym najwidoczniej zadowolona z piszącego się na ich twarzach strachu i niepewności, skierowała się w stronę swojego laptopa, podłączonego do kilku głośników ustawionych w najróżniejszych miejscach sali.
Filia Luna uparcie patrzyła wszędzie, tylko nie na twarze reszty studentów. Nie mogła na nich spojrzeć. Za bardzo bała się, co wybierze dla niej nauczycielka. Zamiast tego, uważnie studiowała wzrokiem każdy centymetr sali. Drewniane, wypolerowane podłogi. Wysokie, granatowe ściany, grube, nieprzepuszczające nawet jednego promienia słońca kotary. Brak krzeseł, stołów... Tylko czarny fortepian i nieliczne, rzucające marne światło lampki.
Nagle z głośników wydobyła się spokojna melodia. Nie było czasu na myślenie. Dziewczyna od razu rozpoznała piosenkę i już po chwili wydobyła z siebie pierwsze słowa. Mimo wolnego wstępu, piosenka nie należała do najprostszych. Dużo długich i wysokich tonów przerażało dziewczynę. Jednak uśmiechnęła się do siebie podczas odśpiewywania najtrudniejszego w całej piosence, refrenu. Drugą zwrotkę śpiewała już z uśmiechem na ustach i wtórującymi jej miarowymi oklaskami reszty grupy. Muzyka ucichła gwałtownie, kiedy niebieskooka zawahała się przed kolejnym mocnym refrenem. Przez chwilę panowała kompletna cisza, która dla blondynki zdawała się trwać wieczność. Kiedy w końcu odważyła się poruszyć, ze spuszczoną głową ruszyła w stronę siedzących na podłodze uczniów. Usiadła na samym końcu, choć nie było żadnych konkretnych miejsc, tylko gładka podłoga.
Mimo, że na zajęciach ze śpiewu radziła sobie całkiem nieźle, wciąż nie znalazła w grupie nikogo, z kim mogłaby wyskoczyć na kawę, porozmawiać, czy choćby poćwiczyć. Nikogo bliższego, komu mogłaby zaufać. Było to co najmniej deprywacyjne biorąc pod uwagę, że inni, już zbili się w trzy, czasem czteroosobowe grupki. Znów czuła się jak w liceum mimo, że była już dorosła. "Co ze mną nie tak?" zastanawiała się, podczas występów reszty studentów.
Długi i męczący dzień zajęć nareszcie się kończył i Filia Luna z radością mogła wyjść z gmachu uniwersytetu Ohio. Słońce wciąż przyjemnie ogrzewało ulice i parki, więc dziewczyna zamiast skierować się prosto w stronę przystanku autobusowego, ruszyła przez rozległy parking, chcąc wrócić do domu pieszo. Nie dotarła jednak nawet do pierwszych miejsc zarezerwowanych dla wykładowców, gdy zauważyła wysokiego chłopaka z burzą brązowych loków.
Harry uśmiechnął się do dziewczyny i pomachał ręką, by być pewnym, że go zauważyła. Nie wiedząc co robić, niebieskooka przystanęła w miejscu i niepewnie odmachała. Nim się zorientowała, on już stał obok niej, uśmiechając się szeroko.
-Co tu robisz? - spytała nim zdążył cokolwiek powiedzieć. Wiedziała, że kiedy to zrobi, jej głowę zaczną zaprzątać zupełnie inne myśli. A teraz najważniejsze było, dlaczego chłopak, z którym rozmawiała raz, tydzień wcześniej, teraz wyczekiwał przed jej uczelnią.
"Może nie chodzi o mnie?" pocieszała się w myślach. Jasne, Harry miał należeć do jej rodziny. Ale dopiero za jakiś czas ich rodzice wezmą upragniony ślub. Ale nawet wtedy, dlaczego całe jej życie, miałoby się wywrócić do góry nogami? Oboje byli dorośli, mieli własne życie. To nie jest przecież tak, że "mamusia i tatuś będą teraz żyć razem, więc będą teraz dzielić pokój". A skoro nie, to po co całe to zamieszanie z poznawaniem się i nawiązywaniem "więzów rodzinnych"?
-Przyszedłem zapytać, moją siostrzyczkę, czy nie wpadłaby na imprezę do mnie i moich przyjaciół.
Słysząc to zdanie Filia musiała bardzo się postarać, aby nie wywrócić oczami. Oczywiście. Impreza. "Czy on nie ma lepszych zajęć?" zastanawiała się. Na prawdę, bardzo nie chciała spędzać z nim więcej czasu niż wymagało minimum. Nie wiedzieć dlaczego, nie ufała nowemu "braciszkowi". Może chodziło o fakt, że aż za bardzo się stara? Że na siłę próbuje być zabawnym? A może o to, że podczas pierwszego spotkania, trzy razy wspomniał o imprezie na której "powinna być".
-Już ci to tłumaczyłam. Nie mam ochoty na imprezę w gronie kompletnie nieznanych mi osób. - Widziała jak uśmiech na ustach chłopaka gaśnie, a on tylko ze zrozumieniem kiwa głową. "Co teraz? Poskarży się mamie, że nie chcę się z nim bawić?" zadrwiła w myślach, ale zaraz tego pożałowała. Dlaczego jest tak wredna, skoro nawet go nie zna?
-Wiem, że to dla Ciebie nowa sytuacja - zaczął patrząc w oczy Luny, przez co ta, poczuła się niepewnie. Nikt wcześniej tego nie robił. Albo ona tego nie zauważała... - Ale powinnaś wiedzieć, że ja zawsze marzyłem o rodzeństwie. Jasne, mam moich przyjaciół, którzy są jak druga rodzina... Nie wiem, jak to wyjaśnić. Kiedy zobaczyłem Cię przy naszym stoliku, a potem dowiedziałem się o zaręczynach... Pomyślałem, że w końcu będę miał kogoś bliskiego w rodzinie. Kogoś, kim mógłbym się opiekować, ale też komu ja nie będę obojętny. - "A co z twoją matką?" - I teraz dochodzimy do tego, dlaczego tak bardzo chcę Cię zobaczyć na imprezie - uśmiechnął się, najwyraźniej zadowolony z siebie i swojego przemówienia, ale zaraz na powrót stał się bardzo poważny - Bardzo mi zależy na tym, aby moja rodzina, czyli wkrótce ty, poznała i może nawet zaprzyjaźniła się z moją drugą rodziną.
Gdy w końcu zamilkł, nie można było wyczuć od niego pewnego rodzaju wyczekiwania. Zniecierpliwienia. Podzielił się z Filią swoimi myślami i teraz czekał na reakcję. "Powinnam się zgodzić" pomyślała, choć wciąż nie była co do tego pewna. A jednak, nie mogła ukryć, że jego wypowiedź nic dla niej nie znaczyła. Nie miała pojęcia, jak mógł się czuć rozdarty między dwoma rodzinami, ale wiedziała, jak bardzo samotna czuje się ona, nie mając przy sobie swoich najbliższych. On musiał czuć coś podobnego.
-A więc? Pojedziesz ze mną?
-Pytaniem nie jest, czy pojadę - zaczęła niepewnie, spuszczając wzrok, by nie musieć patrzeć na jego reakcję - ale czy mogę Ci zaufać?
Nastała chwila cisza, która przedłużała się w nieskończoność. Luna nie wiedziała, co jeszcze mogłaby powiedzieć, a Harry najwyraźniej nie wiedział, jak rozwiać wątpliwości dziewczyny. W końcu, to ona postanowiła się znów odezwać.
-Nie znam Cię i nie wiem...
-Właśnie. Nie znasz mnie. - Czy był zły? Rozczarowany? Smutny? A może obojętny, jak każdy inny w stosunku do niej? - Nie oczekuję, że od razu mi zaufasz, ale od czegoś trzeba zacząć prawda?
Skinęła głową nie wiedząc co powiedzieć. Brakowało jej słów. Miał rację. W końcu co złego może się stać?
Harry zawiózł ich swoim czarnym volkswagenem do swojego mieszkania. Jeździł jak wariat, więc dziewczyna była wdzięczna losowi, kiedy w końcu zaparkował na parkingu przed jednym z nowocześniejszych budynków nieopodal centrum miasta. Pozwoliła się prowadzić przez drzwi, obok ochroniarza pilnującego wejścia ido windy. Cały czas bacznie obserwowała otoczenie. Szare ściany, białą, kamienną posadzkę, ogromne okna wychodzące na ulicę i gdzieniegdzie postawione roślinki, jedyne, które wydawały się żywe w "pałacu nowoczesności".
Kiedy drzwi windy zamknęły się, Luna mogła nareszcie głęboko odetchnąć. Do tej pory powstrzymywała oddech, bojąc się zakłócić rytm tego "idealnego budynku". Z niemiłą niespodzianką zorientowała się, że wszystkie ściany windy są pokryte lustrami. Mimo wszystko jednak, zwróciła się do jednego z nich poprawiając fryzurę i oceniając w skali od jednego do dziesięciu, jak bardzo nie pasuje do tego miejsca. W jej głowie wciąż paliła się czerwona lampka ostrzegawcza "Skąd zwykły kelner ma pieniądze na mieszkanie w takim miejscu? " ale usilnie starała się go ignorować. "To nie ma znaczenia" powtarzała sobie "Nie bądź wścibska."
Winda zatrzymała się na dwunastym piętrze i Harry lekko pchnął niepewną dziewczynę w stronę wyjścia. Stanęli przed pierwszymi drzwiami, jakie Filia zauważyła na tym piętrze, a brunet zajął się szukaniem w kieszeniach klucza do zamka. Gdy w końcu drzwi się otworzyły, dziewczyna dostrzegła na twarzy Harrego uśmiech. Cieszył się, czy śmieszyła go cała sytuacja? Wolała sądzić, że to pierwsze. "Zaufaj mu!"
Pierwszy pokój, choć ogromny, urządzony był bardzo przytulnie, co niebieskooka przyjęła z ulgą. Ostrożnie stawiała każdy krok czując, że je twarz przybiera kolor dorodnego pomidora. "To tylko mieszkanie. Jak każde inne" powtarzała w myślach, jednak nie potrafiła się uspokoić. Z jakiegoś powodu, czuła się nieswojo. I gdy się z powrotem w stronę chłopaka, wiedziała już dlaczego. Chłopak stał w korytarzu oparty o jedną ze ścian, za którą był, otwarty aneks kuchenny. Dlaczego od razu go nie dostrzegła? Była zajęta nieziemskim widokiem, rozciągającym się za oknem zajmującym całą przeciwległą ścianę.
Teraz, razem z Harrym wpatrywało się w nią jeszcze czterech innych chłopaków i dziewczyna. Filia Luna rozciągnęła usta w uśmiechu mimo, że teraz już była kompletnie przerażona. "Zupełnie, jakbym miała poznać rodziców nowego chłopaka" pomyślała, ale zaraz jej uwagę przyciągnął jeden z niższych przyjaciół Harrego. Blondyn, do tej pory siedzący przy stole, podszedł do niej z ogromnym uśmiechem, a zaraz za nim ruszyło jeszcze dwóch brunetów.
-Cześć - rzucił i wyciągnął rękę w geście przywitania. Nim lekko skołowana dziewczyna zdążyła odpowiedzieć, przy jej boku pojawił się Harry, zarzucając rękę na jej ramię. I znów Filia musiała się powstrzymywać przed wywróceniem oczami. "Dlaczego on jest tak..." nie wiedziała jak dokończyć tę myśl, więc porzuciła rozmyślania na ten temat.
-Okej wszyscy, a więc to Jest moja siostra - zaczął Harry, ale urwał widząc, że jeden z jego przyjaciół najwyraźniej w ogóle nie jest zainteresowany - Zayn?
-Słucham Cię - odparł chłopak o długich, zaczesanych do tyłu czarnych włosach. Siedział tyłem do reszty zgromadzenia, przez co niebieskooka nie widziała jego twarzy, ale coś w tym chłopaku ją przerażało. Miała cichą nadzieję, że w ogóle nie będzie musiała go bliżej poznawać. 
Harry westchnął nad jej uchem i kontynuował:
-Filia Luna, to jest Niall, Louis i Liam. Tam przy stole siedzi Zayn i... - zawahał się, patrząc na rudowłosą kobietę przyglądającą się im z kuchni.
-To Amanda - przedstawił blondyn - Niall - i szybko wziął się za wyjaśnienia - To nowa dziewczyna Zayna. Bardzo miła. 
-Harry trochę nam o tobie opowiadał - odezwał się jeden z brunetów. Wyglądał na najstarszego, ale Lunie nie robiło to różnicy. Wszyscy byli od niej o dobrych kilka lat starsi. Znowu. Czy już zawsze miała czuć się jak sześcioletnie dziecko na imprezie dla dziesięciolatków? 
-Co takiego mógł wam o mnie powiedzieć? Poza moim imieniem? - całkiem niechcący, chcąc nadać swojemu głosowi nutkę rozbawienia, stała się opryskliwa. Nie chciała, żeby od razu uznali ją za chamską, rozpieszczoną dziewczynkę, którą nigdy nie była.
Louis wzruszył ramionami z odsłaniając zęby w uśmiechu. Zerknął przez ramię na Liama.
-To może sprawdzisz naszą wiedzę? Wciąż się uczysz, prawda?
-Co studiujesz? - zapytał blondyn nim Luna zdążyła odpowiedzieć Liamowi.
-Teatr. To znaczy... Studiuje na uniwersytecie na wydziale teatralnym.
-Chcesz zostać aktorką? - znów odezwał się Louis a ona tylko przytaknęła głową. Kątem oka zauważyła, że ostatni z chłopaków, Zayn, wstał od stoły i ciągnąc za sobą swoją dziewczynę, ruszył przez salon w stronę pokoi.
Był niższy od Harrego. Miał też trochę ciemniejszą karnację. Cały w czerni przypominał Filii złego demona, krążącego na obrzeżach światła, ale nigdy nie podchodzącego do jego źródła. "Za dużo horrorów Fil" upomniała się ale patrząc na niego, wcale nie było jej do śmiechu. Być może wyczuł, że jest obserwowany, bo w pewnej chwili zatrzymał się i spojrzał prosto na niebieskooką. Jego brązowe oczy przywierały dziewczynę do podłogi. Nagle poczuła się bardzo mała i bardzo krucha. Nigdy nie widziała tak smutnych oczu... A jednocześnie tak wrogich. 


niedziela, 1 marca 2015

01. Won't you follow me into the jungle


Filia Luna spała, kiedy zadzwonił jej telefon. Leniwie przeciągnęła się w pościeli skuliwszy w kłębek próbowała znów odpłynąć. Po kilku minutach telefon znów się odezwał. Teraz, dziewczyna nie miała już innej możliwości. Musiała wstać i odebrać. "Dlaczego ludzie dzwonią o tak wczesnych godzinach? Dlaczego jeszcze nie pozbyłam się tego badziewia...?"
-Halo? - odezwała się zaspanym głosem i z zamkniętymi oczami, oparła głowę na ramieniu, by jeszcze choć przez krótką chwilę, móc udawać, że może później wrócić do swojego snu.
-Filia błagam Cię, powiedz mi, że jesteś już gotowa do wyjścia
- usłyszała męski głos po drugiej stronie.
-Co?
-Za godzinę jesteśmy umówieni na lunch, pamiętasz?
- natychmiast się obudziła. Otworzyła szeroko oczy i zaczęła myśleć, czym, z porannej rutyny najpierw powinna się zająć, by jak najszybciej wyjść z domu. Włosy? Może lepiej najpierw się ubrać? To zajmuje jej zwykle najwięcej czasu...
-Spoko. Zdążę... To... Zobaczymy się na miejscu.
- rozłączyła się, nim rozmówca zdążył cokolwiek zakwestionować. Musiała się śpieszyć. Już w drodze do łazienki zdjęła z włosów wszystkie papiloty, dzięki czemu jej krótkie, ciemnoblond włosy, kręciły się w nieokiełznany sposób.
"Zdążę. Muszę zdążyć..."

Gdy dotarła na miejsce spotkania, małej restauracyjki w jednej z cichszych dzielnic miasta, przed wejściem już czekał na nią wysoki, barczysty mężczyzna z lekko już siwiejącymi włosami, co według Filii dodawało mu uroku.
Zerknęła na zegarek.
"Pięć minut spóźnienia, to nie tak znowu dużo..." Podeszła do mężczyzny i wtuliła twarz w jego klatkę piersiową. Uwielbiała to robić. Czuła się wtedy jak mała dziewczynka. Całkowicie bezpieczna, ukryta przed światem.
-Hej tato
- przywitała się odrywając się od niego. Z jego miny wnioskowała, że nie był zły za jej spóźnienie, a wręcz spodziewał się go. Kiedy była młodsza, zawsze powtarzał jej, że niegrzecznie jest kazać innym na siebie czekać. I że w pracy nikt nie będzie się długo zastanawiać, kiedy po raz kolejny nie przyjdzie na czas. Jednak w końcu zrozumiał, że dziewczyna tak już jest i żadne kazania z jego strony tego nie zmienią. Nauczył się też, że aby skłonić córkę do przybycia na odpowiednią godzinę, trzeba po prostu podać godzinę wcześniejszą.
-Jesteś prawie na czas...
- zaśmiał się mężczyzna i obejmując ją ramieniem, wprowadził ją do pomieszczenia.
Restauracja, którą wybrał jej ojciec, choć z zewnątrz bardzo niepozorna, w środku okazała się bardzo elegancka. Dominowały różne odcienie brązu i beżu. Z jednej strony bardzo nowocześnie, a jednak na myśl dziewczynie przywodził drewniany domek gdzieś w górach lub nad jeziorem.
Ruszyli razem w głąb pomieszczenie klucząc między stolikami i dużymi, skórzanymi fotelami. W końcu zatrzymali się przy wysokim stoliku z czterema miejscami. Jedno zajmowała już blond włosa, dość niska kobieta o intensywnie zielonych oczach. Jej ojciec przywitał się z nią pocałunkiem w policzek, na co kobieta uśmiechnęła się promiennie. Niebieskooka starała się nie wyglądać na zaskoczoną, czy zmieszaną całym zajściem i najzwyczajniej w świecie usiadła na przeciwko obcej kobiety, która teraz, kiedy w końcu zauważyła Filię, szeroko otworzyła oczy i ułożyła usta w najbardziej wymuszony uśmiech, jaki dziewczyna widziała.
Zapadła długa, i jak na gust Luny, dość niezręczna cisza. Nie wiedziała czy powinna coś powiedzieć, więc po prostu przypatrywała się kobiecie, której nawet nie została przedstawiona. Wyglądała na nieco ponad 30 lat, dla porównania, jej ojciec niebezpiecznie szybko zbliżał się do magicznej liczy 45, jej w stu procentach farbowane włosy w odcieniu złotego blondu układały się w piękne fale na ramionach. Ubrana elegancko i z nie przesadzonym makijażem. Dziewczyna musiała przyznać, że była bardzo ładna.
-Mój syn wyszedł odebrać telefon, zaraz powinien wrócić
- odezwała się kobieta z lekko nerwowym uśmiechem, co chwila zerkając w stronę okna. "A więc będzie też i syn..." pomyślała niebieskooka już nie mogąc doczekać się ciągu dalszego tego przedstawienia. Oczywiście wiedziała, że jej tata chadza randki i spotyka się z różnymi kobietami... Ale po co ją w to miesza? Zwłaszcza teraz, kiedy jest już dorosła, mieszka sama, ma życie, które w pewnych częściach go nie obejmuje...
Po chwili do stolika, powoli podszedł chłopak z burzą brązowych, kręconych włosów sięgających ramion. Uważnie przyglądał się jej i ojcu, po czym usiadł na jedynym wolnym miejscu i ze ściągniętymi brwiami rzucił swojej matce pytające spojrzenie.
-Skoro jesteśmy już w komplecie...
- zaczął ojciec Filii dość niepewnie. Dziewczyna pierwszy raz widziała, żeby ojciec był tak zmieszany. - Teresso... To jest moja córka, Filia Luna.
Niebieskooka nie znosiła swego imienia, które przetłumaczone oznaczało "Córkę Księżyca". Imię nadała jej matka, w tajemnicy przed swoim mężem i był to jeden z wielu powodów ich wczesnego rozwodu. Luna nigdy nie winiła ich za taki obrót sprawy, bo choć jako mała dziewczynka nie rozumiała, czemu rodzice nie mieszkają razem, często widywała się z obojgiem. Mieszkała z ojcem, ale z jej perspektywy, nie miało to żadnego wpływu na to, że postrzegała swoją matkę jako lekko niezrównoważoną i zbzikowaną na punkcie wszelkiej magii kobietę. Oczywiście kochała ją, ale poza kilkoma cechami fizycznymi, nie miały ze sobą nic wspólnego.
-Mój syn, Harry
– odezwała się kobieta – John – wskazała na tatę dziewczyny. "No, to role są już obsadzone... Co dalej?" komentowała w głowie Filia.
-Skoro się już znamy, to może dowiemy się, po co tu jesteśmy?
- odezwała się, nim zdążyła choćby pomyśleć o lepszym dobraniu słów. Wiedziała, że jej słowa mogły zabrzmieć nieuprzejmie, ale nie mogła już nic na to poradzić. Dlaczego czasem nie potrafi się po prostu zamknąć?
-Cóż... Filio Luno...
- zaczęła blondynka kręcą się na swoim krześle... Widać było, że nie bardzo wie, jak zacząć i bardzo denerwuje się całą tą sytuacją. Z resztą nie tylko ona. Wszyscy siedzieli jak na szpilkach oczekując na sedno sprawy.
-Spotykamy się z Teressą już od pewnego czasu...
- z pomocą przyszedł ojciec Luny -Od ponad roku... I uznaliśmy, że najwyższy czas, żeby was sobie przedstawić.
-A jest to tak istotne gdyż...?
- po raz pierwszy odezwał się Harry. Widać było, że bardzo stara się zachować spokój i nie przyspieszać całej sprawy.
Oboje rodziców przyjrzało się niebieskookiej i brunetowi, a potem zerknęli na siebie i swoje splecione dłonie.
-Zaręczyliśmy się
– rzuciła matka chłopaka z ogromnym uśmiechem. Ojciec Filii też nagle się rozpromienił. Tylko ich dzieci siedziały osłupiałe zerkając co chwila to na jedno, to na drugie wielkimi oczami. "To jakiś żart..." pomyślała dziewczyna.

Przez następne dwie godziny cała czwórka próbowała lepiej się poznać. Padały pytania o pracę, zainteresowania, znajomych... Wszystko. Filia i Harry wciąż nie bardzo wierzyli w to, co się dzieje, ale żadne z nich nie protestowało. No bo co mieli zrobić? Nie mogli rozkazywać własnym rodzicom.
-Muszę już iść
– oznajmiła w pewnym momencie dziewczyna. Chciała już wyrwać się z tego miejsca. Przemyśleć to wszystko na spokojnie, a najlepiej zapomnieć o całym zajściu.
-Jesteś z kimś umówiona? Jeśli tak, nie będziemy Cię zatrzymywać
– pierwsza odezwała się "jej przyszła mama". Było jednak widać nadzieję, że Luna jednak zostanie jeszcze trochę. Na to jednak nie było najmniejszych szans. Już i tak za dużo czasu spędziła na tej jakże krępującej pogawędce.
-Coś w tym stylu
– wydukała wstając i zakładając na siebie płaszcz – Mam zajęcia. Muszę na nich być.
Była najmłodszą osobą w towarzystwie i trochę irytowało ją, że tylko ona jeszcze się uczy. O pięć lat starszy Harry skończył naukę już jakiś czas temu, a jak podejrzewała nawet nie był na studiach.
-Idę w tamtą stronę
– nagle odezwał się brunet – mogę Cię kawałek odprowadzić. 
Co on chciał wskórać? Może tak jak ona liczył, że uda mu się stąd wyrwać? Odprowadzenie przyszłej "siostrzyczki" do szkoły mogło być dobrym pretekstem do ucieczki ze spotkania.
Niepewnie skinęła głową na znak zgody i nie czekając na chłopaka, ruszyła w stronę wyjścia. Nie doszła nawet do drzwi, kiedy ją dogonił.
-A więc studiujesz. -
bardziej stwierdził niż zapytał Harry, kiedy wyszli już na ulicę. Zerknęła w jego stronę ale się nie odezwała.
Był wysoki. O wiele wyższy od niej. Wciąż się uśmiechał, a zielone oczy studiowały jej twarz, jakby chciał się upewnić, czy na pewno wcześniej się nie spotkali. Niebieskooka pomyślała, że wielu dziewczynom, musi wydawać się bardzo przystojny. Z jakiegoś powodu jednak, do niej, jego wygląd w ogóle nie przemawiał. Nie był brzydki, ale... nie był to ktoś, kim mogłaby zachwycać się przez całe dnie.
"Co ze mną nie tak?" pomyślała "
Przecież on jest boski."
-No dawaj siostrzyczko, mam Cię błagać o nawiązanie ze mną rozmowy? Mógłbym gadać przez całą drogę, ale to będzie bardziej interesujące, jeśli się przyłączysz.
-Nie jestem twoją siostrą.
- rzuciła.
-Nasi rodzice biorą ślub. Czyli... będziemy rodzeństwem. Co prawda, w naszym wieku nie robi to już aż takiej różnicy, ale zawsze to jedna osoba więcej przy stole
- uśmiechnął się.
-No tak. Bo przecież będziemy spędzać ze sobą tak wiele czasu...
-Dlaczego nie?
Przez chwilę szli w ciszy, podczas której Harry wymienił kilka SMS-ów jednak w końcu znów zwrócił swoją uwagę na Filię.
-Robimy dziś z przyjaciółmi małą imprezę. Nic szczególnego. Może wpadniesz?
Dziewczyna zatrzymała się gwałtownie i dość nieufnie przyglądała się swojemu towarzyszowi. Jasne, wydawał się miły i teoretycznie, powinni poznać się trochę lepiej... Ale impreza? I to jeszcze z ludźmi których kompletnie nie zna. To nie w jej stylu...
-Czego się boisz?
- zaśmiał się brunet przeczesując palcami włosy.
-Kolesia, który po dwóch godzinach rozmowy zaprasza mnie na imprezę w niepublicznym miejscu z gromadą jego znajomych.
Przez chwilę wpatrywali się w siebie po czym Harry wybuchnął śmiechem. A ona chwilę po nim. Nie miała pojęcia, dlaczego się śmieje. Mówiła całkowicie poważnie. A jednak śmiech kędzierzawego był na tyle zaraźliwy, że nie potrafiła się powstrzymać.
-Od dziś jesteś moją młodszą siostrzyczką
– powiedział już całkowicie poważnie – nie dam Cię nikomu skrzywdzić.